Jutro Gdańsk z moim Yang'em. Obieramy życiowe kierunki, które i tak nie będą miały nic wspólnego z tym, czemu oddamy się za parę-paręnaście lat. Wiem to dobrze i wszyscy inni też wiedzą, ale jakoś tak trudno jest nic nie robić i czekać, aż ten wielki plan sam przyjdzie. Przynajmniej mi by było ciężko. Przeżyłam już chwilę swojej wegetacji i nie chciałabym znowu do tego wracać. Cieszę się, że ruszyłam o pół kroku na przód, ale być może to tylko takie moje urojenia.
Kocham budzić się przy niej. Kocham narzekać na za głośne samochody i słońce, które - wierzcie lub nie - też za głośno świeci. I spędzać czas z nią, chociaż nie jest to dobre dla naszego stanu psychicznego. Ale zdarzają się i te dobre strony naszego obcowania ze sobą w pełniejszym wymiarze - Dready, czyli dredy. Proszę. Nie pytajcie się skąd taki tytuł, bo sama nie mam pojęcia jak to na trzeźwo wyszło. Ale wreszcie nasz plan założeniowy co do upublicznienia naszej pracy się ziścił. Jeszcze tylko "za to co zawsze" i ... chwilo trwaj wiecznie. Zapomniałabym - nie obrazimy się, jeżeli będziecie upubliczniać naszego bloga :)
Świeczek mi brak, czuję się z tym źle.
"When she was just a girl
She expected the world
But it flew away from her reach, so
She ran away in her sleep
And dreamed of
Paradise...
Every time she closed her eyes."
She expected the world
But it flew away from her reach, so
She ran away in her sleep
And dreamed of
Paradise...
Every time she closed her eyes."
To ja, to ja, to ja
Chcę już inny dzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz