Ta zmienność za oknem idealnie oddaje moje ostatnie wahania humoru. Czuję w sobie pewien pierwiastek strachu, który wiąże się z tym, czego dziś się dowiedziałam, ale jednocześnie o zwoje mózgowe obija się (zupełnie tak jak na starych wygaszaczach) klocek z napisem "fuck it". Przyszła studentka geografii, witam. I nic poza tym. Chociaż nie obiecuję sobie, że ta zeszłoroczna obojętność się powtórzy. Zgniłej wisienki na torcie dodała dzisiejsza wizyta u fotografa, który bez mojej wiedzy zaczął przerabiać zwykłe zdjęcie legitymacyjne. Tak więc od dzisiaj mam złote dredy, zajebiście ciemne oczy i przepiękne (olaboga) różowe usta. Niech to szlag. Chyba w przyszłości sama będę sobie robić takie zdjęcia. W sensie legitymacyjne.
Dziś pewnie znowu kręgle z Nimi. Lubię spędzać tak czas. Ale zanim to nastąpi poprawie sobie humor czymś innym.
Wystarczy.
Nie tylko humoru zmienność, uczuć też zmienność przeżywam. Nie lubię siebie za to.


A myślisz, że ja nie tęsknię? :( Normalnie masakra...
OdpowiedzUsuńA jakbym mogła, to bym nawet po Ciebie przyleciała, ale z pracą tak tu ciężko, że szok, ludzie z językiem i doświadczeniem mają problem, bo się dużo ludzi zjechało...
Buziaki, Koooooooocham Chujeczku :*