Czekam aż światło w kuchni zgaśnie, co by się wymknąć do łazienki, by wypełnić me płuca ogólnie dostępną trucizną. Hm, tak sobie teraz myślę, że przyznając się Mamie do palenia popełniłam błąd, bo teraz przychodzi sprawdzać, czy się czasem nie truję. A tak przynajmniej nie miałam z kontrolą problemów. W sumie to jeszcze w tym roku skończę być nastolatką, a zacznę z cyferką "2" na początku, ale coś czuję, że traktowana jestem jakbym ledwo "1" zaczęła. Ogólnie rzecz biorąc śmiesznie jest, kiedy Tata po obiedzie z uśmiechem na ustach woła "a teraz chodź na fajkę". Ale Tata to inna sprawa, sprawa mająca głębię, drugie dno i takie tam. Nie ważne.
Koncert Bubliczek przełożony. Niech to szlag. Znaczy... Termin może być, nic nie robię w ten dzień, ale za to M. ma szkołę, także nie za bardzo mi odpowiada koncertowanie samemu. Samej. Jakkolwiek. Tym czasem czekają mnie koncerty takie jak Maleo Reggae Rockers, Raggafaya. Być może i Brudne Dzieci Sida się załapią. Coś tak w dawno niesłyszane klimaty reggae zajechałam. Jednakże najbardziej pragnęłabym koncertu Lao Che. Tak mi się jakoś z wiosną kojarzy. Być może dlatego, że to właśnie wiosną byłam po raz pierwszy na ich koncercie. Niezapomnianym. Jak ich każdy. Bo z Nią.
Wiosenne szukanie nowości część pierwsza. Do kolekcji na dysku D doszły takie zespoły jak Drowning Pool, Florence + The Machine oraz Guano Apes (GA w pełnym wymiarze, a nie pojedynczych piosenek, jak to było wcześniej).
Dorwałam takie oto urocze zdjęcie uczącego się Wojtusia. Jej, pierwsza klasa to była. Młodzi i piękni. W sumie chciałabym jeszcze raz przeżyć tamten czas.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz