Na wschód! - Właśnie tam wtedy szliśmy. Po raz kolejny - Byszong.
Pamiętam jak byłam tam po raz pierwszy. Wrzesień 2008 rok. Nawet niektórych
ludzi, co byli tam razem ze mną też sobie przypominam. To była jedna z pierwszych
integracji klasowych (i nie tylko, parę osób z innych klas też się tam
znalazło). Wiecie, ten typ zapoznawania się, gdzie odchodzi czynnik szkoła i
wszystko co z tym związane. Pierwsze wrażenie pozaszkolne – jaśniej się
wyrażając.
Potem zabrałam tam Anię. Właśnie wtedy powstał jeden z moich
ulubionych albumów – Cała w trawie. Rzekome ocalenie życia, pociągi,
przechodnie, żaby, brudne spodnie i tulipan. I ludzka głupota – tak bardzo
obecna w tych czasach.
Przez krótką chwilę była tam huśtawka – wielbię tego, który
ją tam umieścił. Siadasz na kawałku belki przymocowanej do sznurka, a ten do
drzewa. Puszczasz się… I lecisz nad przepaścią. Z widokiem na tory. Jeszcze piękniejsza
jest ta chwila, w której przejeżdża tamtędy pociąg. Do tej pory na samo
wspomnienie biorę głębszy oddech. Taka mała, osobista chwila wolności.
I kolejny raz w tym miejscu, ten raz, który zapadnie mi w
pamięci na długi, długi czas – a była to miniona sobota.
Poranek wysublimowanej rozkoszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz