Dzisiaj dowiedziałam się, że angina, którą opisywałam poprzednio to początek góry lodowej. Siedzę w pokoju sama i w myślach nazywam siebie życiową kaleką. Ale tylko mnie wolno tak na siebie mówić. Cóż takiego mi się przytrafiło?
Pięć dni temu zaobserwowałam dziwny ból w okolicach prawego ucha. To był dzień, w którym brałam ostatnią dawkę antybiotyku. Cała szczęśliwa, że wreszcie pójdę z mym lubym na piwo. Ale za wcześnie się cieszyłam jak widać. Oprócz tego bólu w okolicach ucha zauważyłam coś jeszcze dziwnego - bolały mnie włosy, gdy je przeczesywałam. Mama mówiła, że to niedorzeczne tak trochę. Ból się rozrósł na całą prawą półkule mózgową. Aż wreszcie trzeciego dnia dostałam paraliżu twarzy. Akurat wtedy miałam wizytę kontrolną u lekarza, więc opowiedziałam mu o tym (u dr Greczko, którego opisywałam ostatnio). Zbadał mi kark i lędźwie. Powiedział, że to od stresu i zalecił jazdę konną. Opowiedziałam o tym Babcia. Jednak intuicja kobiet sprawdza się - i ja miałam wątpliwości, i Babcia. Razem sprawdziłyśmy w internecie co to może być. Hasła: porażenie nerwu twarzowego.
Wtedy się przestraszyłam. Znam pewną osobę, która także to przechodziła. I przechodzi, i będzie przechodzić, bo paraliż został jej na stałe. Tak więc przerażona poszłam z Mamą do Ośrodka, gdzie dzięki uprzejmości (i znajomości) tamtejszej pielęgniarki zostałam zapisana do lekarza na następny dzień.
Werdykt? Porażenie nerwu twarzowego, jak przypuszczałam. Działania? Wizyta u neurologa w trybie natychmiastowym. Potem rehabilitacja - również w trybie natychmiastowym.
Cieszę się, że poszło to tak sprawnie - dzięki temu mam szanse na to, że nie będę "sparaliżowana" do końca życia. Co prawda czekają mnie codzienne ćwiczenia przed lustrem, przyjmowanie 13 tabletek dziennie (nie żartuję, naprawdę ich jest tyle), zastrzyki raz dziennie przez dziesięć dni. No i dwutygodniowa rehabilitacja. Z tego co zdążyłam wyczytać będą mnie "prądzić" i masować.
Już drugi raz miałam okazję zawieść się na doktorze Greczko. Przez niego mogłam zostać "okaleczona" do końca życia (chociaż już jestem - astma). Więc jeżeli ktoś z moich okolic - unikajcie tego nazwiska.
I trzymajcie kciuki za mą twarz.
I Woodstockowe zdjęcie, wtedy wszystko było takie... Beztroskie.

Śnieżynko trzymam kciuki, że będzie dobrze! jesteś silna dziewczyna, więc przebrniesz przez to!
OdpowiedzUsuń