Trochę mnie.

Moje zdjęcie
Nie wierzę w spadające gwiazdy. Ale wierzę w grosik wrzucony w fontannę. Czemu tak? Bo w życiu nic za darmo. https://www.facebook.com/sniez666

sobota, 21 marca 2020

Złap oddech, by go wstrzymać

Telewizja huczy. Gazety huczą. Radio huczy i portale społecznościowe także. I przychodzi ten moment, ta chwila zlokalizowana (jakżeby inaczej) w godzinach nocnych, kiedy poddajesz się temu hukowi. Jesteś otwarta na każdą negatywna informacje i chłoniesz ją każdym porem swego ciała. Macierzyństwo nie tylko nauczyło Cię cierpliwości, ale rozmiękczyło serce do końca. I możesz się śmiać, uśmiechać, przymykać oko, nie wierzyć i nie-dowierzać, ale przychodzi ta cisza w eterze, która kumuluje ten natłok informacji formując je pocisk i w Tobie wybucha. Nie śmiejesz się już. Jak z karabinu automatycznego jedna zła myśl, goni drugą. A co jeśli to faktycznie spisek? Jeśli to wszystko jest celowe? To się nie może tak skończyć, on świata nie poznał, życia mu nie pokazałam, odwołajcie to, powiedzcie, ze to żart, proszę Cię, Ty Energio daj mi sile, której o tej godzinie potrzebuje najbardziej. Już nigdy nie będzie tu chodzić o Ciebie i nikomu nie masz tego za złe, wręcz dziękujesz losowi za jego wybory. Próbujesz myśleć o niczym, „nie myśl, nie myśl, śpi już, głupi mózgu zamilcz wreszcie, błagam”, ale im bardziej się starasz, tym gorzej to wychodzi. Już nie wiesz która godzina, który to dzień ukrywania się przed światem, dasz prawie wszystko, żeby to się skończyło.

I obudziłeś się. Właściwie to on Cie obudził. Lekko marszczy nos, jeszcze przez pięć minut wtula się w Ciebie, zanim upomni się, ze całą noc nie jadł.

Jak dobrze, ze znowu jest dzień.

środa, 16 października 2019

Miód pod dostatkiem.

Pół roku.
Prawie pół roku minęło od pobudki o 4 nad ranem, od ostatniego prysznica w dwupaku, od tych bolesnych skurczy, od jego pierwszego krzyku. Pół roku od potoku szczęścia, który płynie do tej pory i będzie płynąc, póki wiem, ze go mam. I to nie tak, ze łatwo przyszło, bo musieliśmy się siebie nauczyć, bo uczymy się siebie dalej. Ale odkąd Go mam, odkąd jest przy mnie, to tak jakby świat przestał istnieć i zaczął istnieć bardziej. Jednocześnie wszystko przestaje mieć znaczenie i zaczyna mieć niewyobrażalną wartość. Uczy mnie ten mały człowiek przesiewania sensu od bezsensu. Był tym, czego w tym momencie życia potrzebowałam. Moim kurhanem, moim drogowskazem, moja ścieżka. Mam mu tyle do powiedzenia i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie zrozumie, jak bardzo uczynił mój świat lepszym.
Odnalazłam swoje gniazdo.
Zaznałam swojego gniazda.
I dokądkolwiek pójdę, poniosę ze sobą jego pierwszy krzyk.

sobota, 9 marca 2019

TheRabbit.

Nie owijając w bawełnę, choć ostatnio to pożądany przeze mnie materiał, z pisaniem jest jak z piciem i chyba nie ma w tym porównaniu wyjątków. Piszesz, jak coś się dzieje, piszesz jak nie dzieje się nic, albo piszesz, żeby coś dziać się zaczęło. A jak jesteś w ciąży, to nie pijesz. Przepraszam - nie piszesz. Wróć, co?
Jak dziś pamiętam ten post i to uczucie, które mówiło mi, że czas stać się ludzkim inkubatorem - tak to wtedy określiłam. Jakiś czas, podczas różnego rodzaju perturbacji życiowych, to uczucie było wygaszone, potem wróciło na okres jesieni i spieprzyło gdzieś. Spieprzyło, bo gdzieś tam mój organizm podświadomie wysłał do mózgu impuls - STAŁO SIĘ.
Sama nie wiem, w jaki sposób to działa, że moment, w którym się o tym dowiedziałam, ten fioletowy podlany moczem patyczek, wywołał u mnie lawinę wymiotów i potok płaczu. Nie, w moim przypadku nie było to szczęście, bo nie oszukujmy się - szczęście to ostatnie, co mi do głowy przychodzi. To był płacz wywołany poczuciem beznadziejności - ale jak to, przecież jestem tak nieodpowiedzialnym człowiekiem i za dziewięć miesięcy nadal nim będę, przecież tak w ogóle to czuć ode mnie jeszcze resztki wypitej wczoraj whisky, jestem patologiczna, na bank dziecko urodzi się chore, albo mi je zabiorą. Mam 26 lat, nie jestem moją matką by mieć męża i chodzącą dwójkę małych szkrabów. Wewnątrz czuję się jakbym nadal miała te 16 lato żadnych zobowiązań.

sobota, 11 sierpnia 2018

Miód też ma procenty.

Mam w sobie tyle sprzeczności, że sama w nie czasem nie dowierzam. Jak można być mną? Tak absolutnie niepojętą, nieprzewidywalnie nawet dla mnie, psrsoną. Współczułabym osobie na moim miejscu, znając ten stan. Tak chętnie zamieniłabym się chociaż na chwilę. Na jeden dzień, dwadzieścia cztery godziny. Nie czuję się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i tak bardzo chciałabym się tam znaleźć, tak bardzo brakuje mi powietrza, tchu, chcę znaleźć się w tym miejscu, gdzie będę pasować chociaż w sześćdziesięciu procentach. Gdziekolwiek jestem. Cokolwiek robię. Nie, to nie ja, ja nie mogę sobie pozwolić na bycie sobą, bo w gruncie rzeczy sama sobie się wydaje kimś nie wartym uwagi, co więcej, wydaję mi się, że powinno się mnie unikać z daleka, bo jedyne co potrafię robić i co rzeczywiście robię to niszczenie, niszczenie, niszczenia. Każdego. Wszystkiego. Jak to nazwać?

piątek, 10 sierpnia 2018

Po co ten miód

Myślę, że gdybym dowiedziała się w tym momencie, że za chwilę cały świat pierdolnie, rozleci się na milion kawałków, we wszystkich możliwych kierunkach, że nigdy już nie będzie niczego i nikogo, to nadal bym siedziała w tej samej pozycji, z założoną jedną nogą na drugą i jedyne, co bym zrobiła, to uniosła lekko brwi, by wysłuchać, by dać znać, że słyszę, że dotarła wiadomość.

wtorek, 5 września 2017

More than you know

Nie znam siebie zbyt dobrze, ale na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy piszę. Piszę, kiedy coś mnie uwiera w sumienie, piszę, kiedy mniemanie o sobie spada poniżej normy, ale najrzadziej piszę wtedy gdy jest mi dobrze. Robię tak, gdyż widzę jakąś ulgę, pocieszenie, w tym wylewaniu mało istotnych słów na tą elektroniczną kartkę papieru. I choć to tylko trwa chwilę, zawsze do tego wracam.

Boję się pisać, że jest mi dobrze, boję się, ponieważ mam dziwne przeczucie, że gdy to zrobię, znowu będę spadać z tego rollercastera, ale niezaprzeczalnie właśnie teraz tak jest. Dach nad głową, on obok, jedzenie w lodówce, on obok, ciepło w mieszkaniu,  on obok, zdrowie w garści, on obok, waga w normie, on obok. Wreszcie jest przepięknie, wreszcie jest normalnie, uśmiechając się zaciskam pięści by tego nie wypuścić, nie popuścić ani na centymetr, na dwa też nie. Miód znowu jest w przyzwoitej cenie, mogę sobie na niego pozwolić, więc dawkuję go rozważnie, by starczyło go na długo, by starczyło go już zawsze. I choć od samego początku nie jest łatwo, coś mi mówi, że będzie miało to odbicie w przyszłości.

I just need to get it off my chest
More than you know
You should know that baby you're the best
More than you know.

czwartek, 20 lipca 2017