Trochę mnie.

Moje zdjęcie
Nie wierzę w spadające gwiazdy. Ale wierzę w grosik wrzucony w fontannę. Czemu tak? Bo w życiu nic za darmo. https://www.facebook.com/sniez666

piątek, 6 czerwca 2014

Akt drugi

Czas nocą upływa szybciej, niż za dnia. Dlatego też najlepsze rzeczy przychodzą o tej porze. Te najgorsze także. Nocą kochamy bardziej, bardziej tęsknimy, więcej marzymy, czujemy więcej. Jest to wynikiem skończenia kolejnego rozdziału książki, którą piszemy każdego dnia. Lista rzeczy, które się zrobiło. Rachunek sumienia, żal za grzechy.
Dlatego też nocą, gdy słucham muzyki zamykam oczy, by wypełnić się nią po brzegi. Wsłuchuję się w każde słowo, odczuwam każdy dźwięk, bo tylko wtedy jest to tak silne.

Tak bardzo stałam się świadoma tego, że nie pożegnałam się z Tatą. Tak naprawdę nigdy nie pozwoliłam mu odejść. Nienawidzę pożegnań, dlatego też nigdy tego nie robię i właśnie dlatego to tak bardzo boli. Dlatego tak bardzo pieprzy mi się w głowie.
Z tym wiąże się jedna rzecz, której nie zrobiłam i na którą nie jestem gotowa.
Nigdy nie będę.

Goo goo dolls - Iris

niedziela, 1 czerwca 2014

Akt pierwszy

Leżałam tam około dwóch godzin. Było mi zimno w plecy, chociaż tego nie czułam. Trawa pokrywała się poranną rosą i ja chyba też. Leżałam z rękoma wyciągniętymi nad głową, tak, jakbym była do czegoś przywiązana.  Moje stopy kołysały sie w nerwowym rytmie. Oczy miałam szeroko otwarte, zamiast wpatrywać się w wschodzące słońce, patrzyłam się na niebo, które powoli przybierało niebieską postać, dobrze wiedząc, że to tylko efekt rozpraszania Rayleigha.
Co tam robiłam? Nie mam pojęcia, ale chyba podejmowałam decyzję. Uodparniałam się na każde wydarzenie, które mogłoby się stać rzeczywistością, na każde słowo, które mogłabym usłyszeć.
Mimo wszystko, te dwie godziny są kropelką w porównaniu do morza czasu, które musiałoby minąć, bym powiedziała "jestem gotowa".
Gotowa na co? Nie napiszę, bo skłamię, bo tu nie ma miejsca na tak dużą ilość szczerości.

Nie mogę pić, mogę palić. Mogę robić sobie tatuaże, wychodzić nocą na spacery, malować paznokcie na różowo, chodzić na solarium, zrobić sobie nowy kolczyk. Mogę zakładać kolorowe okulary, ubierać krótkie spódniczki, zaplatać warkocza. Mogę śmiać się tak mocno, aż będę płakać.
Moim powołaniem numer dwa jest aktorstwo.

.

środa, 28 maja 2014

Sudety

Bardo, woj. dolnośląskie

Dowiedziałam się, że na tym zdjęciu wyglądam na szczęśliwą. Bo tak było. Wspinając się coraz wyżej nad poziom morza, czułam coraz większe zmęczenie, ale każdy jeden szczyt był warty tego, by tam się wspiąć.

"Patrząc z góry wokoło świat wydaje się lepszy."

piątek, 16 maja 2014

Cmentarzysko

Gdy myślę o wczorajszej "mnie" zastanawiam się kim byłam w środę i cóż dobrego musiałam w ostatnim czasie uczynić, by choć na chwilę ukryć w cieniu tą bardziej przykrą wersję samej siebie. Chyba znalazłam nowy sposób na nie-myślenie, bądź jak kto woli "zapomnienie".
Miałam okazję zwiedzić przepiękny Grodzisk Mazowiecki, a przede wszystkim ukryte tam cmentarzysko starych samochodów. Chyba nigdy nie zrozumiem jak można zostawić te cuda motoryzacji na pastwę losu. Zabrałabym je wszystkie i opiekowała się nimi. Ale patrząc na to, co z nich zostało, wiem, że lepiej będzie jak tam zostaną i będą cieszyć wzrok odwiedzających. A każdemu, kto zabierze stamtąd coś więcej niż wspomnienia, niech przyjaciółka ma Karma, skopie mu tyłek. Cały ten wypad natchnął mnie to do poczęcia jakiś zmian w swoim byciu. Ale jak ze mną wiadomo, o takich zmianach często się pisze, rzadko się robi. Ściągam ze swojej głowy brzemienia, które dają mi tylko niepotrzebne impulsy do przygnębiających myśli.
Krokiem milowym w tym wszystkim jest jednak wizyta u lekarza i jego już przewidziana przeze mnie diagnoza. Jest Pani popierdolona. Proszę brać witaminę C. Należy się 200zł.

Jak mam to wytłumaczyć,
W jakie ubrać to słowa,
Co się liczy najbardziej?
Spokój w głowach.

Tata Grabaż zawsze dobrze radził. Miło zgłosić się do niego po tak długim czasie.


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

2 lata temu.



                W gruncie rzeczy podobała się jej ta beznadziejność, która w niej tkwiła. Przynajmniej miała czym zająć głowę pustymi jak dwie złączone półkule magdeburskie, nocami. Uśmiechała się, mimo, że nie miała teraz ani nastroju, ani powodu. Ten rodzaj beznadziejności, kiedy zostaje ci jedynie głupie uśmiechanie się do ścian. Doskonale pamiętała każdą chwilę, każdą chwilą żyła. Poznanie się, pierwsze wypite piwo, pierwszy taniec, aż w końcu doszło do pocałunku. Niejednego tamtej nocy. I ciągnęło się to w niezliczoną ilość wspólnie spędzonych, pełnych namiętności nocy.
Zdecydowała się na spacer. I tak nie miała nic lepszego do roboty. Po drodze wstąpiła do sklepu monopolowego. „Sobieskiego i viceroy’e czerwone poproszę” – powiedziała. Zanim jednak wyszła ze sklepu wzięła jeszcze cos bezalkoholowego. „Park jest świetnym miejscem, wręcz doskonałym. Godzina dwunasta, brak żywych dusz, tylko nocne pijaczki co jakiś czas idące krokiem węża. W sumie też bym tak mogła, też tak chcę.” – prowadziła monolog w myślach. Pół soku wylała, resztę ładnie zmieszała
 „To będzie piękna noc. Wieczór wysublimowanej rozkoszy – mieliśmy w zwyczaju mawiać. Chodźmy się kochać – powiedziałeś, a ja nie dałam po sobie poznać, że robiłam to z Tobą w myślach każdej nocy. Serca biły niczym bębny voo-doo, nikt nie mógł ich uciszyć. Nasz pierwszy nie-pierwszy raz. Alkohol łagodnie szumiał nam w głowie, wzmacniając doznania. Byliśmy kochankami, a naszym swatem był Wielki Gatsby. Nie mogłam złapać swobodnego oddechu. Wszystko było nasze. Byliśmy parą królewską tej ziemi i wszystko było zrobione dla nas. Niebo na wyciągnięcie ręki – łapczywie je połykaliśmy, z każdą chwilą coraz bardziej, więcej, mocniej, aż wreszcie go zabrakło i nadeszło piekło. I je też pochłonęliśmy. Już nic nie było wysublimowane. Zżeraliśmy się wzrokiem i nie było to pożądanie. Przedawkowaliśmy siebie i to nas zabiło. Boleśniejsze od śmierci jest właśnie zakochanie.”


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Me.

Przeczytałam trochę za dużo kartek z pamiętnika. Zatęskniłam za tamtymi słowami. Mam zamiar nimi sie podzielić, chcę odkryć troche wiecej złości i radości, niż tej bezsensowności, która oplotła mnie całą, nie zostawiając suchej nitki. Jestem juz dużą dziewczynką.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Karma

Studia nauczyły mnie jednego.
Mimo wszystko, że większość ma skończone 20 lat, to nadal jest tą samą bandą idiotów, którą była w gimnazjum.

Moje studia, oprócz uczenia się od października do maja, zapewniają jeszcze naukę w wakacje i z tego powodu też odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z dziećmi. Wakacje skończyły się wraz z opuszczeniem liceum/technikum. Zaczęła się praca, studia dzienne, studia zaoczne, zakładanie rodziny etc. Nie ważne, jaki kto kierunek obrał po szkole średniej, z pewnością Ci, którzy wybrali tą samą ścieżkę co ja, nie zdawali sobie sprawy, że studia to nie przedłużenie beztroski, ale pierwszy poważniejszy krok w dorosłość. Nie mam tu na myśli tylko kwestii wynajmu mieszkania, robienia zakupów, gotowania, sprzątania, prania, ogółem mówiąc samodzielności, ale przede wszystkim podejmowania ważnych decyzji. Nie mam siły opisywać dokładnie, co wydarzyło się u mnie na roku, bo to nadaje się tylko na skecz do kabaretu.

Wiem też, że życie dało mi niedawno takiego kopa w tyłek, że nie mówię jak dwudziestoparolatka, ale jak osoba bliżej 40. Tak też się czuję. Czuję się aż zbyt dojrzała na swój wiek, mimo, iż nadal śpiewam z laptopem i zdobię swoje ciało dziwnymi tatuażami.

I wierzę w Karmę, która koniec końców, skopie nam wszystkim dupę.