Studia nauczyły mnie jednego.
Mimo wszystko, że większość ma skończone 20 lat, to nadal jest tą samą bandą idiotów, którą była w gimnazjum.
Moje studia, oprócz uczenia się od października do maja, zapewniają jeszcze naukę w wakacje i z tego powodu też odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z dziećmi. Wakacje skończyły się wraz z opuszczeniem liceum/technikum. Zaczęła się praca, studia dzienne, studia zaoczne, zakładanie rodziny etc. Nie ważne, jaki kto kierunek obrał po szkole średniej, z pewnością Ci, którzy wybrali tą samą ścieżkę co ja, nie zdawali sobie sprawy, że studia to nie przedłużenie beztroski, ale pierwszy poważniejszy krok w dorosłość. Nie mam tu na myśli tylko kwestii wynajmu mieszkania, robienia zakupów, gotowania, sprzątania, prania, ogółem mówiąc samodzielności, ale przede wszystkim podejmowania ważnych decyzji. Nie mam siły opisywać dokładnie, co wydarzyło się u mnie na roku, bo to nadaje się tylko na skecz do kabaretu.
Wiem też, że życie dało mi niedawno takiego kopa w tyłek, że nie mówię jak dwudziestoparolatka, ale jak osoba bliżej 40. Tak też się czuję. Czuję się aż zbyt dojrzała na swój wiek, mimo, iż nadal śpiewam z laptopem i zdobię swoje ciało dziwnymi tatuażami.
I wierzę w Karmę, która koniec końców, skopie nam wszystkim dupę.


Ona nie kopie w dupę. Ona tylko oddaje taką samą energię, jaką się wysłało w przestrzeń:>
OdpowiedzUsuń