Wszystko, co mnie otacza nagle staje się płótnem. Tak oto moim płótnem stała się ściana, którą widzę, gdy po raz pierwszy danego dnia otworzę oczy. Miałam dzisiaj niesamowity popęd na złapanie pędzla w moje dłonie. Tak oto na mojej ścianie pojawiły się dwa brązowe koty. Czemu brązowe? Pewnie dlatego, że dwie ściany takie też są. Wreszcie mogłam zrealizować swoje marzenie na pomalowanie ścian w moich (jak dotąd) ulubionych odcieniach - miodowy i brąz. Chociaż mój wymarzony brąz wyszedł kakaowy. Jeszcze parę rzeczy jest do zrobienia w pomieszczeniu, w którym oddaje się moim ulubionym zajęciom - spanie, słuchanie, czytanie.
Płótnem też stała się moja szafa - a raczej jej zawartość. Jestem niesamowicie zadowolona z kolorów, które do niej weszły. Czasem aż się śmieję z tego, jak kiedyś królowała tam czerń. Ewentualnie jakiś skromny kolor - żeby odróżnić ciuch.
Moje włosy też są płótnem. Niedawno pojawiły się tam znowu dredy (których nie żałuję - a nawet ciężko mi jest wybaczyć sobie, że mogłam je kiedyś ściąć). Poza dredami - pędzelki jako końcówki, jeżeli mowa o malowaniu.
Jutro ostatni dzień, jeżeli chodzi o otaczaniu się płótnem. Pytanie - z czego jeszcze można płótno uczynić. Skin, skin, piękna, wręcz albinoska skóra. Słońce nigdy nie jakoś nie lubiło. Projekt w głowie siedzi od dawna - nie walczę z tym, pewnie już nigdy nie będę.
I choć wyżej napisałam, że jutro ostatni dzień płótna, to tak naprawdę całe nasze życie jest tabula rasą. Mam nadzieję pomalować ją najróżniejszymi kolorami - niekoniecznie tymi szarymi.
"Wczoraj i jutro, nie znaczą nic.
Przestań się śpieszyć i naucz się być."
Mała odmiana kolorów, jeśli chodzi o muzykę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz