Trochę mnie.

Moje zdjęcie
Nie wierzę w spadające gwiazdy. Ale wierzę w grosik wrzucony w fontannę. Czemu tak? Bo w życiu nic za darmo. https://www.facebook.com/sniez666

sobota, 29 kwietnia 2017

Serce. Motoserce.

Wczoraj miałam 16 lat, dziś też mam i jutro również będę mieć. Już zawsze będę mieć 16 lat. Spełniam swe marzenie. Gdybym wiedziała, że mentalny orgazm może trwac tak długo, zrobiłabym to już dawno. Przytyłam 4kg i były to 4kg czystego egozimu. Wszystko co robię, robię dla siebie. Zrozumiałam, że szczęście nie polega na tym, by mieć to co inni, ale mieć to co sama chcesz. To takie oczywiste i trudne zarazem. Zajęło mi to 9 lat. Uciszyłam moją chęć stania sie inkubatorem na długo. Są rzeczy ważniejsze. Samorealizacja ponad standardy.

piątek, 14 kwietnia 2017

Someone new.

Od dwóch miesięcy kopię się w rzyć, pluję się w brodę, gryzę sobie język. Żaluję. Żałuję, że milion lat świetlnych wstecz zabrakło mi chęci do dalszego poszukiwania walizki z milionem. Poległam na pierwszej próbie i nigdy więcej nie wsiadłam na tego konia. Przecież to wcale nie bolało, wystarczyła odrobina inicjatywy i trochę więcej chęci i być może szczypta entuzjazmu, nic poza tym, nic ponad to. Ale tak to już ze mną jest, że klapki z oczu po latach ściągam i odnajduję się w tym w każdej kwestii. Poszukiwanie, choć mogło okazać się rozczarowaniem też nie poszłoby na marne. Doświadczeniem bym to teraz nazywała. Teraz. Teraz jest za późno, bo wreszcie wiem czym była ta walizka i co oznaczał ten milion. Mądra po szkodzie? Oj bardzo.

Ktoś nowy.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Gniazda.

Jak zatrzymany w biegu wiatr, jak niebo wśród nocy bez gwiazd.

Myślę, że jednym z najbardziej pokręconych scenariuszy, jakie kiedykolwiek czytałam (czy też oglądałam jego wyreżyserowaną wersję), jest ten napisany przeze mnie, nieświadomie, totalnie out of control. Ile razy staczam się moją sinusoidalną zjeżdżalnią, tyle razy w górę jadę rollercoasterem. I choć zawsze utrwalam sobie pewnego rodzaju świadectwo odbytej podróży, to nigdy nie pamiętam jak to jest piąć się w górę. Ale w tym szaleństwie jest metoda, bo o ile sztuka spadania już mnie nie zaskakuje, to jazda w górę zawsze niesie ze sobą ten element zaskoczenia. Przyjemnego oczywiście.
Jedno z moich ulubionych słów, mianowicie "wysublimowany", znowu dość często gości na mych wargach. Popołudnia bezkarnie cytrynowe? Nie, to nie to dzieciaku. Popołudnia wysublimowanej rozkoszy. Poranki i gorące noce też takie są. Zawsze ten sam sentyment. Dziś jestem młodsza o 7 lat, wczoraj też byłam i ku zaskoczeniu jutro nadal będę. Dobrze jest znowu panować nad swym własnym oddechem. Nie wyrażam zgody na resuscytację, bo jeśli nie teraz to już nigdy. Ten polaar jest ciepły i przyjemny. I skoro pani pana zabiła, to całkiem rozsądne było znalezienie kogoś, kto wie jak zakopać zwłoki. Nie mój drogi jednorogi, liliji zasiewać nie będę, ślad jakikolwiek zaginie.

niedziela, 12 lutego 2017

Lark.

Buszująca po świecie.
Buszująca po głowie.
Odnalazłam walizkę z moim jestestwem.
Nasiąknięta skorupka śmierdzi wszystkim.


Czuję ogromną pustkę w sercu, spowodowaną utratą drugiego bloga, którego prowadziłam przez około 10 lat, o którym nie mówiłam, który był dla mnie jak pudełko, w którym chowałam wszystkie podłe uczucia. Boję się, że poprzez brak ich miejsca w świecie, zaraz wylecą na zewnątrz i wbiją mi tysiące sztyletów w plecy, wrócą i rozpierdolą wszystko dookoła, z rozkazem patrzenia na ten syf. Moje wiersze, moje wspomnienia, moje opowiadania i moje marzenia. Moje listy, moje notatki, moje nieprzespane noce. Mój kochany skowronek uciekł z klatki.
Nie wróci.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wpuść mnie

Ciężko jest lekko żyć. Pod koniec stycznia, chociaż tak szczerze, to już od jego połowy zafundowałam sobie odrobinę lenistwa i zapuściłam się w swoich noworocznych postanowieniach, czy też decyzjach, mających mieć wpływ na to, jaką osobą chciałam być, stać się i zostać. Niełatwo jest skupiać się na sobie, kiedy cierpisz na brak przestrzeni osobistej. Moja agorafobia sięga zenitu, a panele w Twoim "zaklepanym" kącie jeszcze nie są położone. Chciałabym przyspieszyć swoje życie o dwa tygodnie bo słowo daje, dłużej już nie pociągnę wśród tego tłoku. I kto by pomyślał, że po większości życia spędzonego z rodziną pod jednym dachem, po 4 latach mieszkania bez ich obecności, po miesiącu spędzonym z powrotem z nimi, zacznie mi się robić niedobrze, na samą myśl, że wrócę do domu telewizor będzie włączony na poziom głośności równym 40, w kuchni będzie grało źle nastawione radio, w pokoju obok ktoś będzie słuchał muzyki z laptopa na full pizdę, chociaż tak często zwracasz im uwagę, że powinno się ściszać głośniki o dwie kreski, by nie zepsuć sprzętu. I wracasz do domu, a tam znowu twoja herbata schowana w randomowej szafce, więc szukaj przyjacielu, zakamarków jest tu tyle ile w Narnii, Twój ukochany miód leży w śmietniku, bo to przecież niebezpieczne jeść ze stłuczonego słoika (przecież sam się zbił). Twoja ładowarka, wyraźnie oznaczona bordowym lakierem, w ciągu całego dnia została owładnięta przez trzeciego władcę. I choć tak bardzo kochałaś zostawiać ubrania na krześle, to teraz tego nienawidzisz, bo poza tym krzesłem nie masz nic. Cały osprzęt kuchenny, który tak starannie  kolorystycznie kompletowałaś przez 8 miesięcy leży w kartonie w garażu, Twoja ukochana pralka klasy A plus plus plus marźnie w piwnicy, a twój ukochany kubek leży w kartonie, bo nie ma miejsca DLA CIEBIE.

                              BRAK MI ***


poniedziałek, 26 grudnia 2016

The greates!

Kolejna cyferka wskoczyła na mój licznik odliczający dni niezadowolenia z życia. Sęk w tym, że nie było miejsca na kolejną, więc licznik się wyzerował. Po raz pierwszy od maja 2013 roku w mojej głowie panuje błoga cisza, a moja ścieżka życiowa się wyprostowała (żeby jeszcze ta przeklęte klawiatura działała, to mogłabym powiedzieć, że jestem całkiem szczęśliwa). I choć masz mnie za głupią dzikuskę, to zapewniam cię, mało wiesz. Zapomniałam na śmierć mózgową, jak to jest, gdy w głowie pusto, gdy nie myśli się w nocy, nie przypomina sobie żenujących sytuacji z całego życia, gdy nie wymyśla się planów na kolejne 20 lat, gdy się niczego nie żałuje i przyjmuje wszystko na klatę z emocjami, które wywołuje w nas kwiat lotosu na tafli jeziora. Udało mi się, po 3 latach wyzerować kartę pamięci, co więcej, założyłam nowy folder, w którym panuje porządek, którego nie powstydziłaby się perfekcyjna pani domu (z reguły rzeczy, którymi gardzę pisze z małej litery, żeby było klarowne iż tym gardzę, rzecz jasna). 15 miesięcy temu zaaplikowałam ostatnią dawkę psychotropów i od tego czasu tylko raz zdarzyło mi się wziąć tabletkę "w razie wu". To bardzo dobry wynik, tak sądzę. Jestem najlepsza, bo jestem żyję i jestem żywa.

Sama sobie zafundowałam takiego siarczystego kopniaka w rzyć, że na myśl o tym jeszcze przez chwilę będę robiła uniki. I wiecie co? Nie bolało.
Dzień dobry, na imię mam Paulina, nie mam nic i nic nie mam do stracenia.


niedziela, 2 października 2016

Mokka rozpierdolka.

Myślę, że rzadko nie mam racji. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. I wiem, że każdy tak ma. Cieszę się, że jestem z dala od tej całej gównoburzy wywołanej aborcją. Znaczy, cholernie razi mnie w oczy jak znajomi na fejsie, próbują mi wmówić, że mylę się pod każdym względem. I są gotowi spalić na stosie każdego kto skomcia ich posty inaczej. To takie pole minowe. Zjeżdżasz sobie w dół niebieskiej internetowej zjeżdżalni pod sztandarem litery F, i modlisz się by przez przypadek nie zalajkować czegoś związanego z czarnym piątkiem/poniedziałkiem/sobotą/październikiem/rokiem. Ja naprawdę staram się nie wpychać nikomu moich fallicznych racji do ust i chciałabym, by każdy tak zrobił.
To, że w jakimś kraju legalna jest heroina, nie znaczy, że masz ją brać.
To, że gdzieś będzie legalna aborcja, nie znaczy, że masz jej dokonać.

Poza tym wszystkim ważno-nieważnym, do kawy znowu wlewam sobie rozpieprzenie zamiast śmietanki.
Już nie chcę widzieć jak wszyscy ludzie żyją w zgodzie. Chciałabym żyć w zgodzie z sobą i określić, co jest dla mnie dobre.