Na końcu dnia znajdzie nas cień pod białym parasolem.
Trochę mnie.
- Snaaki.
- Nie wierzę w spadające gwiazdy. Ale wierzę w grosik wrzucony w fontannę. Czemu tak? Bo w życiu nic za darmo. https://www.facebook.com/sniez666
piątek, 7 marca 2014
czwartek, 6 marca 2014
Nothing else matters.
Godzina 20:35.
Nie zdążyłam dobrze zasnąć, a już się obudziłam. Miałam dobry sen. Sen tak pełen nadziei, że gdy się obudziłam, z tej całej niemożności zmiany sytuacji, dawnych wydarzeń, zaczęłam płakać. Chciałabym to komuś powiedzieć, ale jestem tak beznadziejnym przypadkiem, że boję się zwalać na kogoś moje brzemię. Chciałabym wrócić do tamtego snu, chciałabym, żeby było tak jak w tamtym śnie. Chciałabym, by mimo iż sytuacja była paskudna ktoś by się starał.
Wszystko byłoby inne.
Ja też byłabym inna.
Lepsza.
Nie mogę wspominać tamtego snu nie wydając z siebie kolejnego potoku łez. Jest źle. Nie widzę na horyzoncie żadnej poprawy. W przyszłym tygodniu będzie gorzej, moja uczelnia się o to postara.
Setny post. Nic lepszego nie mam do powiedzenia.
"So close no matter how far
Couldn't be much more from the heart."
Nie zdążyłam dobrze zasnąć, a już się obudziłam. Miałam dobry sen. Sen tak pełen nadziei, że gdy się obudziłam, z tej całej niemożności zmiany sytuacji, dawnych wydarzeń, zaczęłam płakać. Chciałabym to komuś powiedzieć, ale jestem tak beznadziejnym przypadkiem, że boję się zwalać na kogoś moje brzemię. Chciałabym wrócić do tamtego snu, chciałabym, żeby było tak jak w tamtym śnie. Chciałabym, by mimo iż sytuacja była paskudna ktoś by się starał.
Wszystko byłoby inne.
Ja też byłabym inna.
Lepsza.
Nie mogę wspominać tamtego snu nie wydając z siebie kolejnego potoku łez. Jest źle. Nie widzę na horyzoncie żadnej poprawy. W przyszłym tygodniu będzie gorzej, moja uczelnia się o to postara.
Setny post. Nic lepszego nie mam do powiedzenia.
"So close no matter how far
Couldn't be much more from the heart."
środa, 5 lutego 2014
Momenty
Widzę wszystkie moje blizny. Dokładnie, każdy detal, jak pod najlepszym mikroskopem, jaki kiedykolwiek został stworzony przez człowieka. Widzę, jak przez te wszystkie lata, każde zdarzenie, w większej mierze oczywiście te złe, ale te dobre też, piętnowały mnie, kreując osobę, którą właśnie jestem. Widzę rzeczy, które uciekły mi przez palce, a co najgorsze, tak mocno skupiam się na nich, tak strasznie żałuję, że tym teraźniejszym również pozwalam odejść. Przypomniałam sobie każdą, najbardziej niezwykłą chwilę mojego życia i obwiniam się, że nie wyciągnęłam z niej więcej. Najbardziej żałuję tych rzeczy, których nie zrobiłam. Przecież to takie ludzkie. Żałuję, że wtedy nie miałam aparatu przy sobie by upamiętnić tę chwilę, żałuję, że w tamtym czasie nie powiedziałam tych słów, żałuję, że tam mnie nie było. I biorąc pod uwagę dość popularnie stwierdzenie o żałowaniu, chyba wiem, czemu moje pośladki są takie szczupłe.
Już niewiele mogę sobie zaoferować. Na wiele po prostu nie mam czasu. Czuję ten kryzys wieku średniego mając zaledwie dwadzieścia jeden lat. Zdaję się, ze to bardzo młody wiek,ale patrząc na to z innej perspektywy, mam za sobą 7724 dni i ponad połowę z nich zmarnowałam. Na co zmarnowałam? Na niełapanie chwili. Na niekolekcjonowanie dobrych momentów. Na niecieszenie się z tego, co miałam, co mam. Wydaję się sobie taka... spanikowana, taka coraz bardziej świadoma, że to wszystko ucieka. Świadomość bywa bolesna. Uśmiechnij się wreszcie, taka młoda i piękna już nigdy nie będziesz. Być może to jest ten dzień, o którym myślałam w marcu 2012 roku.
Wykładam wszystkie karty na stół. Widzę co mam, widzę co straciłam. Ale nie mam pojęcia ile jeszcze mogę zyskać i jak długo to potrwa. Czy od tej chwili będę żyła inaczej? Czy będę wykorzystywać w stu procentach każdą chwilę, by móc u mety powiedzieć "nie żałuję"? Wątpię. To jeszcze nie ta chwila. Patrząc świadomie na to, co mnie czeka wątpię, że kiedykolwiek nastąpi. Wiem, że chciałabym ją mieć, posiadać, posiąść. Może za 3 lata? to taki okres najbardziej realny, ale przecież jak wszystko, może ulec zmianie. Wszystko się zmienia. Ja też się zmieniłam. Nie wczoraj, nie rok temu. Cały czas. Ten proces jeszcze trwa.
Jestem każdą chwilą, którą przeżyłam. Jestem każdym człowiekiem, którego spotkałam. I taką właśnie będę.
Bałam się, że już nawet moje pisanie straciło sens. Bałam się, że już nie potrafię pisać tak, jak za czasów mojej "kalifornizacji". Ale chyba coś we mnie jeszcze z tego zostało.
Już niewiele mogę sobie zaoferować. Na wiele po prostu nie mam czasu. Czuję ten kryzys wieku średniego mając zaledwie dwadzieścia jeden lat. Zdaję się, ze to bardzo młody wiek,ale patrząc na to z innej perspektywy, mam za sobą 7724 dni i ponad połowę z nich zmarnowałam. Na co zmarnowałam? Na niełapanie chwili. Na niekolekcjonowanie dobrych momentów. Na niecieszenie się z tego, co miałam, co mam. Wydaję się sobie taka... spanikowana, taka coraz bardziej świadoma, że to wszystko ucieka. Świadomość bywa bolesna. Uśmiechnij się wreszcie, taka młoda i piękna już nigdy nie będziesz. Być może to jest ten dzień, o którym myślałam w marcu 2012 roku.
Wykładam wszystkie karty na stół. Widzę co mam, widzę co straciłam. Ale nie mam pojęcia ile jeszcze mogę zyskać i jak długo to potrwa. Czy od tej chwili będę żyła inaczej? Czy będę wykorzystywać w stu procentach każdą chwilę, by móc u mety powiedzieć "nie żałuję"? Wątpię. To jeszcze nie ta chwila. Patrząc świadomie na to, co mnie czeka wątpię, że kiedykolwiek nastąpi. Wiem, że chciałabym ją mieć, posiadać, posiąść. Może za 3 lata? to taki okres najbardziej realny, ale przecież jak wszystko, może ulec zmianie. Wszystko się zmienia. Ja też się zmieniłam. Nie wczoraj, nie rok temu. Cały czas. Ten proces jeszcze trwa.
Jestem każdą chwilą, którą przeżyłam. Jestem każdym człowiekiem, którego spotkałam. I taką właśnie będę.
Bałam się, że już nawet moje pisanie straciło sens. Bałam się, że już nie potrafię pisać tak, jak za czasów mojej "kalifornizacji". Ale chyba coś we mnie jeszcze z tego zostało.
piątek, 24 stycznia 2014
Till we die
Co u mnie? Chyba dobrze. Moja waga nieco wzrosła, co mnie niesamowicie cieszy. Wraz z każdym kilogramem oddala się anoreksja. Myślę, że to duża zasługa jedzenia śniadania, chociaż wciąż muszę wstać dwie godziny wcześniej, by zjeść coś na spokojnie. Cieszę się także z odkrycia wagi w mieszkaniu, chociaż wiem, że powinnam ważyć się rano, ale wieczorna waga, po zjedzeniu porządnego obiadu i popołudniowym podjadaniu czekolady, bardziej mnie zadowala.
Czuję się mocno ograniczana przez moje dolegliwości, ale widzę jak duże postępy zrobiłam od listopada, kiedy wszystko miało swój punkt kulminacyjny. Co prawda, uzależniłam się od wafli ryżowych, ale na szczęście nie cierpię na tym zbyt mocno :)
Mama za granicą. Nie powiem, brakuje mi okropnie nawet krótkiego porozmawiania z nią. Ale myślę, że zrobię jej miłą niespodziankę witając ją na lotnisku. Jest to jedna z nielicznych osób, za którą wskoczyłabym w ogień.
W poniedziałek zaczynają się egzaminy, więc czas zaparzyć sobie zieloną herbatę, przynieść wafle ryżowe, położyć zeszyty obok siebie i odpalić Simsy.
"Nigdy nie przestałem próbować, nigdy nie przestałem czuć że rodzina jest czymś dużo więcej niż tylko rodem"
Czuję się mocno ograniczana przez moje dolegliwości, ale widzę jak duże postępy zrobiłam od listopada, kiedy wszystko miało swój punkt kulminacyjny. Co prawda, uzależniłam się od wafli ryżowych, ale na szczęście nie cierpię na tym zbyt mocno :)
Mama za granicą. Nie powiem, brakuje mi okropnie nawet krótkiego porozmawiania z nią. Ale myślę, że zrobię jej miłą niespodziankę witając ją na lotnisku. Jest to jedna z nielicznych osób, za którą wskoczyłabym w ogień.
W poniedziałek zaczynają się egzaminy, więc czas zaparzyć sobie zieloną herbatę, przynieść wafle ryżowe, położyć zeszyty obok siebie i odpalić Simsy.
wtorek, 21 stycznia 2014
Map
Nie mam co robić, więc piszę. Chłopcy i Werka oglądają mecz, zacięcie kibicując Polakom. Na złość im kibicuje Szwecji, może tylko dla tego, że mimo iż nigdy tam nie byłam, czuję, że coś mnie tam ciągnie, nie tylko z mojej geograficznej ciekawości.
Dzisiaj mój kartograficzny cel stał się nieco bliższy, przez miłe zaskoczenie w indeksie :) Ocena dwukrotnie wyższa niż przewidywałam. Chociaż szczerze powiem, że nie czuję się, że zasłużyłam na 100% na nią. Mimo wszystko cieszę się ogromnie.
Czuję, że jutrzejszy dzień będzie porażką. Nie wiem co na to poradzić, patrzę w notatki, widzę rzeczy, które znam na pamięć ale nie dają mi one pewności siebie. To jest ten minus studiowania, że nigdy nie wiesz, co się przytrafi.
To chyba tyle z tego dnia...
A chciałoby się więcej.
Dzisiaj mój kartograficzny cel stał się nieco bliższy, przez miłe zaskoczenie w indeksie :) Ocena dwukrotnie wyższa niż przewidywałam. Chociaż szczerze powiem, że nie czuję się, że zasłużyłam na 100% na nią. Mimo wszystko cieszę się ogromnie.
Czuję, że jutrzejszy dzień będzie porażką. Nie wiem co na to poradzić, patrzę w notatki, widzę rzeczy, które znam na pamięć ale nie dają mi one pewności siebie. To jest ten minus studiowania, że nigdy nie wiesz, co się przytrafi.
To chyba tyle z tego dnia...
A chciałoby się więcej.
wtorek, 14 stycznia 2014
HealthyJealousy
Nieuchronnie zbliża się sesja, a dla mojej podświadomości jest to znak, że trzeba idealnie zmarnować czas tak, aby nie mieć siły w jakikolwiek sposób go wykorzystać. Stąd też, po niecałym roku posiadania i trzymania na pulpicie ikonki The Sims 3 -Rajska Wyspa, natchnęło mnie na uruchomienie tego najskuteczniejszego ze skutecznych pochłaniacza czasu i zagłębienia się w jego podmorskich (dosłownie!) sekretach. Podczas gdy ja zanurzałam się w ciepłych wodach oceanu, Mój Luby, czy też Mój M., jak mawia mój Dziadek (ehe!), uciekał do Visuala, by ponabijać levele w Golden Sun. Także układ idealny, spędzamy razem czas, każdy robiąc to co lubi. Nadszedł jednak TEN moment, gdy Mój M. zbliżał się do final fight, by zabić smoka, który miał trzy głowy, ale potem okazało się, że te głowy to jego rodzice i musiał ich od-uśmiercić, a ja musiałam sięgnąć do Simsopedii, gdyż odkryłam nurkowanie. Wraz z tym cudem odkryłam dodatkową opcję odkrywania wysp, budowania kurortów (moje wymarzone Empire oczywiście, ach, gdybym jeszcze posiadała zdolność tworzenia mebli do mych simsów...), z czym wiąże się poszukiwanie części map. Nie zgłębiając się już dalej w PochłaniaczCzasu, poprosiłam M. by zajrzał do wyżej wymienionej encyklopedii, by zobaczyć jak zebrać części mapy i co należy zrobić, by Krakena ujrzeć. I się zaczęło: musisz zebrać butelki, albo zaprzyjaźnić się z syreną, by Krakena ujrzeć, to mieć cechę pechowiec i stać nieruchomo na łódce, i tak dalej, i tym podobne...
Największym jednak zdziwieniem było oświadczenie M., że on też chce zacząć grać i szybciej niż ja te wyspy odkryć. M.? Simsy? Masz gorączkę? Wezwać karetkę?
Taka Zdrowa Zazdrość :)
Może i udaje mi się w Simsach co nieco, ale w Heroes III, zawsze będzie mu lepiej szło ;)
Największym jednak zdziwieniem było oświadczenie M., że on też chce zacząć grać i szybciej niż ja te wyspy odkryć. M.? Simsy? Masz gorączkę? Wezwać karetkę?
Taka Zdrowa Zazdrość :)
Może i udaje mi się w Simsach co nieco, ale w Heroes III, zawsze będzie mu lepiej szło ;)
sobota, 11 stycznia 2014
Księżniczki, odchudzanie i inne bajki
Księżniczka na ziarnku grochu była anorektyczką.
Ostatnio po głowie bardzo często chodzi mi to sformuowanie, szczególnie wieczorem, kiedy daję sobie powody do takiego myślenia. Bardzo ubolewam nad utratą wagi, która nastąpiła tej jesieni i sprawiła, że moja samoocena znacznie spadła. Ale może co nieco więcej o tej księżniczce.
Pamiętam, że tą historię po raz pierwszy obejrzałam w telewizji. Był to czas, kiedy wieczorynki naprawdę trwały pół godziny i naprawdę BYŁY. Czasy, kiedy na VHS oglądało się Opowieści Braci Grimm i Ramayana (nadal polecam tą bajkę, jest na youtube). Kiedy bajki uczyły czegoś ważnego, wpajały jakieś wartości, a reklamy trwały krócej niż 10 minut. Kiedy znałeś na pamięć melodię pod numer 0700880774. Kiedy ulubioną grą były kolory lub wojna (ale nie chodzi mi tu o karcianą, tylko tą z piłką, gdzie zabierałeś terytorium przeciwnika). Pamiętam stos materacy, na których owa księżniczka się położyła i nadal potrafiła wyczuć ziarnko grochu. Mam tak teraz, z ta różnicą, że to nie ziarnko grochu mnie uwiera, a koralik z dredów, jeden z moich ulubionych. Zauważyłam, że odkąd straciłam na wadze nie potrafię położyć się wygodnie. Nawet źle położone prześcieradło potrafi mnie sfrustrować do granic wytrzymałości, szczególnie wtedy, gdy do budzika zostały 4 godziny. Wtedy właśnie natchnęło mnie do takiego myślenia, że jak pod stosem stu materacy w ogóle można wyczuć ziarnko grochu. Na szczęście (choć bardzo chwiejne w tym momencie), anoreksji jeszcze nie muszę wpisywać na listę moich odbytych chorób, ale po zeszłorocznej chorobie i konsultacjach z lekarzem, wiem, że chwieję się na granicy.
Zawsze zastanawiałam sie jak to jest chcieć schudnąć. Wyszukałam niedawno mój "analogowy" pamiętnik, w którym w 2009 roku chciałam zrzucić 2kg, tylko po to, by ważyć równe 50 kilogramów. Ale nie był to mus, jaki na siebie zakładam teraz, z tą różnicą, że w przeciwną stronę.
Nie lubię swojego odbicia w lustrze.
Chyba jeszcze długo nie polubię.
I nawet chyba, jestem jedną z niewielu dziewczyn, które chciałyby przytyć.
Ostatnio po głowie bardzo często chodzi mi to sformuowanie, szczególnie wieczorem, kiedy daję sobie powody do takiego myślenia. Bardzo ubolewam nad utratą wagi, która nastąpiła tej jesieni i sprawiła, że moja samoocena znacznie spadła. Ale może co nieco więcej o tej księżniczce.
Pamiętam, że tą historię po raz pierwszy obejrzałam w telewizji. Był to czas, kiedy wieczorynki naprawdę trwały pół godziny i naprawdę BYŁY. Czasy, kiedy na VHS oglądało się Opowieści Braci Grimm i Ramayana (nadal polecam tą bajkę, jest na youtube). Kiedy bajki uczyły czegoś ważnego, wpajały jakieś wartości, a reklamy trwały krócej niż 10 minut. Kiedy znałeś na pamięć melodię pod numer 0700880774. Kiedy ulubioną grą były kolory lub wojna (ale nie chodzi mi tu o karcianą, tylko tą z piłką, gdzie zabierałeś terytorium przeciwnika). Pamiętam stos materacy, na których owa księżniczka się położyła i nadal potrafiła wyczuć ziarnko grochu. Mam tak teraz, z ta różnicą, że to nie ziarnko grochu mnie uwiera, a koralik z dredów, jeden z moich ulubionych. Zauważyłam, że odkąd straciłam na wadze nie potrafię położyć się wygodnie. Nawet źle położone prześcieradło potrafi mnie sfrustrować do granic wytrzymałości, szczególnie wtedy, gdy do budzika zostały 4 godziny. Wtedy właśnie natchnęło mnie do takiego myślenia, że jak pod stosem stu materacy w ogóle można wyczuć ziarnko grochu. Na szczęście (choć bardzo chwiejne w tym momencie), anoreksji jeszcze nie muszę wpisywać na listę moich odbytych chorób, ale po zeszłorocznej chorobie i konsultacjach z lekarzem, wiem, że chwieję się na granicy.
Zawsze zastanawiałam sie jak to jest chcieć schudnąć. Wyszukałam niedawno mój "analogowy" pamiętnik, w którym w 2009 roku chciałam zrzucić 2kg, tylko po to, by ważyć równe 50 kilogramów. Ale nie był to mus, jaki na siebie zakładam teraz, z tą różnicą, że w przeciwną stronę.
Nie lubię swojego odbicia w lustrze.
Chyba jeszcze długo nie polubię.
I nawet chyba, jestem jedną z niewielu dziewczyn, które chciałyby przytyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




