Trochę mnie.

Moje zdjęcie
Nie wierzę w spadające gwiazdy. Ale wierzę w grosik wrzucony w fontannę. Czemu tak? Bo w życiu nic za darmo. https://www.facebook.com/sniez666

wtorek, 21 stycznia 2014

Map

Nie mam co robić, więc piszę. Chłopcy i Werka oglądają mecz, zacięcie kibicując Polakom. Na złość im kibicuje Szwecji, może tylko dla tego, że mimo iż nigdy tam nie byłam, czuję, że coś mnie tam ciągnie, nie tylko z mojej geograficznej ciekawości.
Dzisiaj mój kartograficzny cel stał się nieco bliższy, przez miłe zaskoczenie w indeksie :) Ocena dwukrotnie wyższa niż przewidywałam. Chociaż szczerze powiem, że nie czuję się, że zasłużyłam na 100% na nią. Mimo wszystko cieszę się ogromnie.
Czuję, że jutrzejszy dzień będzie porażką. Nie wiem co na to poradzić, patrzę w notatki, widzę rzeczy, które znam na pamięć ale nie dają mi one pewności siebie. To jest ten minus studiowania, że nigdy nie wiesz, co się przytrafi.

To chyba tyle z tego dnia...
A chciałoby się więcej.

wtorek, 14 stycznia 2014

HealthyJealousy

Nieuchronnie zbliża się sesja, a dla mojej podświadomości jest to znak, że trzeba idealnie zmarnować czas tak, aby nie mieć siły w jakikolwiek sposób go wykorzystać. Stąd też, po niecałym roku posiadania i trzymania na pulpicie ikonki The Sims 3 -Rajska Wyspa, natchnęło mnie na uruchomienie tego najskuteczniejszego ze skutecznych pochłaniacza czasu i zagłębienia się w jego podmorskich (dosłownie!) sekretach. Podczas gdy ja zanurzałam się w ciepłych wodach oceanu, Mój Luby, czy też Mój M., jak mawia mój Dziadek (ehe!), uciekał do Visuala, by ponabijać levele w Golden Sun. Także układ idealny, spędzamy razem czas, każdy robiąc to co lubi. Nadszedł jednak TEN moment, gdy Mój M. zbliżał się do final fight, by zabić smoka, który miał trzy głowy, ale potem okazało się, że te głowy to jego rodzice i musiał ich od-uśmiercić, a ja musiałam sięgnąć do Simsopedii, gdyż odkryłam nurkowanie. Wraz z tym cudem odkryłam dodatkową opcję odkrywania wysp, budowania kurortów (moje wymarzone Empire oczywiście, ach, gdybym jeszcze posiadała zdolność tworzenia mebli do mych simsów...), z czym wiąże się poszukiwanie części map. Nie zgłębiając się już dalej w PochłaniaczCzasu, poprosiłam M. by zajrzał do wyżej wymienionej encyklopedii, by zobaczyć jak zebrać części mapy i co należy zrobić, by Krakena ujrzeć. I się zaczęło: musisz zebrać butelki, albo zaprzyjaźnić się z syreną, by Krakena ujrzeć, to mieć cechę pechowiec i stać nieruchomo na łódce, i tak dalej, i tym podobne...
Największym jednak zdziwieniem było oświadczenie M., że on też chce zacząć grać i szybciej niż ja te wyspy odkryć. M.? Simsy? Masz gorączkę? Wezwać karetkę?
Taka Zdrowa Zazdrość :)

Może i udaje mi się w Simsach co nieco, ale w Heroes III, zawsze będzie mu lepiej szło ;)

sobota, 11 stycznia 2014

Księżniczki, odchudzanie i inne bajki

Księżniczka na ziarnku grochu była anorektyczką.

Ostatnio po głowie bardzo często chodzi mi to sformuowanie, szczególnie wieczorem, kiedy daję sobie powody do takiego myślenia. Bardzo ubolewam nad utratą wagi, która nastąpiła tej jesieni i sprawiła, że moja samoocena znacznie spadła. Ale może co nieco więcej o tej księżniczce.
Pamiętam, że tą historię po raz pierwszy obejrzałam w telewizji. Był to czas, kiedy wieczorynki naprawdę trwały pół godziny i naprawdę BYŁY. Czasy, kiedy na VHS oglądało się Opowieści Braci Grimm i Ramayana (nadal polecam tą bajkę, jest na youtube). Kiedy bajki uczyły czegoś ważnego, wpajały jakieś wartości, a reklamy trwały krócej niż 10 minut. Kiedy znałeś na pamięć melodię pod numer 0700880774. Kiedy ulubioną grą były kolory lub wojna (ale nie chodzi mi tu o karcianą, tylko tą z piłką, gdzie zabierałeś terytorium przeciwnika). Pamiętam stos materacy, na których owa księżniczka się położyła i nadal potrafiła wyczuć ziarnko grochu. Mam tak teraz, z ta różnicą, że to nie ziarnko grochu mnie uwiera, a koralik z dredów, jeden z moich ulubionych. Zauważyłam, że odkąd straciłam na wadze nie potrafię położyć się wygodnie. Nawet źle położone prześcieradło potrafi mnie sfrustrować do granic wytrzymałości, szczególnie wtedy, gdy do budzika zostały 4 godziny. Wtedy właśnie natchnęło mnie do takiego myślenia, że jak pod stosem stu materacy w ogóle można wyczuć ziarnko grochu. Na szczęście (choć bardzo chwiejne w tym momencie), anoreksji jeszcze nie muszę wpisywać na listę moich odbytych chorób, ale po zeszłorocznej chorobie i konsultacjach z lekarzem, wiem, że chwieję się na granicy.
Zawsze zastanawiałam sie jak to jest chcieć schudnąć. Wyszukałam niedawno mój "analogowy" pamiętnik, w którym w 2009 roku chciałam zrzucić 2kg, tylko po to, by ważyć równe 50 kilogramów. Ale nie był to mus, jaki na siebie zakładam teraz, z tą różnicą, że w przeciwną stronę.
Nie lubię swojego odbicia w lustrze.
Chyba jeszcze długo nie polubię.
I nawet chyba, jestem jedną z niewielu dziewczyn, które chciałyby przytyć.


niedziela, 29 grudnia 2013

BillieHoliday





Chyba nic więcej bym nie pragnęła, niż tego, by rok 2014 był inny, lepszy, zdecydowanie.
Bo jeśli chodzi o złe wiadomości, to rok 2013 daje mi jeszcze popalić wysyłając mojego wujka z pękniętą czaszka i krwiakiem do szpitala.
Co do tego, dodam jeszcze, że jak dowiedziałam się, karetki nie służą do tego, by zawieźć cię do szpitala wtedy, gdy jest nagła sytuacja lub wtedy, gdy nie masz innej możliwości dojazdu. Moi drodzy, karetki są elementem czysto dekoracyjnym. Nie wiedzieliście, co?

Rozglądam się za zmianami, które mogę wprowadzić w moim życiu. Może na początek naprawię swoje dredy, bo wołają o pomoc. Ale na moich, jak to Mami powtarza, trzech włosach na krzyż, mało co widać, to tylko ja widzę co się tam dzieje.
"Każda dziewczyna lub zmiany" - tak właśnie Weronika Róża mi napisała. I całkowicie się z nią zgodzę. Widzę to po sobie, mojej Mami i dziewczynach, z którymi mam kontakt.
Chyba czas się ubrać i wyruszyć po tego, który z zachodu do nas przybywa. A już jutro zobaczyć wreszcie moja drugą połówkę.


"Nothing you can say can tear me away from my guy.
Nothing you can do cause i'm stuck like glue to my guy.
I'm sticking to my guy like a stamp to a letter,
like birds of a feather, we stick together.
I'm telling you from the start, i won't be torn apart from my guy."

czwartek, 12 grudnia 2013

Keep away, far, far away.

Chyba znowu mogę zacząć myśleć swoim tokiem. Najgorsze zadanie za mną, więc czas odpocząć, spać 12h, siedzieć przed laptopem i... Zaraz, przecież wstaję o 6.00, muszę ogarnąć meteorologię, nauczyć się na geomorfologię...

Jutro o tej godzinie skończę 21 lat. I co? I nic. Zupełnie nic nie czuję z związku z tym. Może ja już zupełnie zapomniałam cokolwiek czuć.

20 dni do końca przeklętego 2013.
Jak nikt potrzebuję tego świątecznego wolnego.
Jakoś z dnia na dzień stałam się także niezdolna do utrzymywania bliższych kontaktów. Nawet nie potrafię określić kiedy tak się stało. Od tak, nagle - nie zależy mi już. Myślę, że jest to skutek uboczny przejmowania się wszystkim - oprócz przejmowania czymś z wyższego stopnia drabiny bycia mną. Oprócz jej pierwszego stopnia, wszystkie inne moje, przez lata pięknie pielęgnowane szczeble runęły i poukładałam je byle jak, na opak. Ograniczyłam się do paru osób, którzy wiedzą tylko po łepkach, co we mnie siedzi. Trzymam się na uboczu, bo tak lepiej. Nie lubię niepotrzebnych pytań, szczególnie tych trudnych. Unikam ich jak ognia, traktuję jako strzał ostrzegawczy w potylicę. Szybki unik, żeby mnie nie zniszczyło. Boję się powiedzieć co myślę, boję się pokazać jakąkolwiek emocje na twarzy, poza tą jedną, czasem udawaną, czasem wywołaną zapomnieniem. Wolę rozmawiać o kolejnym zadaniu na mnie czekającym niżeli o czymś... Sama nie wiem, bardziej głębokim. Nie mam ochoty na dalsze ciągnięcie tego wszystkiego, a może nawet i rzucenie wszystkich i zaczęcie czegoś nowego. Bluźnię.
I chciałabym by ta cholerna głowa przestała mnie boleć.

Nie jestem tym czym myślisz. Albo jestem? Albo jestem tym czym myślisz?
Nigdy przenigdy nie będziesz mógł wiedzieć. Proszę trzymaj się z daleka - trzymaj się z daleka.

czwartek, 21 listopada 2013

MagistrzePigularzu.

Wyłączyłam telewizor, nagłośniłam muzykę. Na chwile obecną mam dość tego całego odmóżdżającego bełkotu. Chociaż tej całej prze-mądrej geograficznej paplaniny też.
Czerskowe odpoczynki nie zapowiadają się zbyt obiecująco, wszak 3 semestr podobno jest najcięższym. Samoocena także na wyczerpaniu, nigdy nie spodziewałam się, że angielski będzie mi sprawiał tyle problemu i tak strasznie zniechęcał. Kserówki, wydruki projektów kosztują mnie więcej niż jedzenie.

Słońcu udzielił się mój leniwy nastrój, nie wstaje już razem ze mną, a raczej mruży mi oczy w momencie wchodzenia na uczelnię. Śnieg też nie zapowiada swojego przyjścia.

Nachodzą mnie myśli na jakieś zmiany. Ewidentnie popadłam w rutynę. Wstaję 3 godziny przed czasem, tabletki, po godzinie jedzenie, chwila odpoczynku dla żołądka, uczelnia, bieganie, kserowanie, słuchanie, powrót, szybki obiad, z powrotem do zeszytów, chwila dla TV, sen. I tak w kółko. Nie robię zupełnie nic innego, może poza co 2-3 dniowym wyjściem do Biedronki oddalonej o 10 minut pieszo.

Zdjęcie przez Veronicę zrobione:
http://nieprzytomnemysli.blogspot.com/
I wcale nie był to spacer dla przyjemności, a kolejne z zadań geografa.

I taka piosenka za mną chodzi w koło, bardziej adekwatnej nie będzie:

"Poradzić mi chciej Magistrze Pigularzu, bo chciałbym się pozbyć cierpień mych bagażu
I wiem ja co koi ból krzyża i siedzenia, poleć mi coś mocnego na ból istnienia.
Anyżowe kropelki na lęki
Czopki na nieudane związki
Kompresy na stresy
Jodyny i watki na ducha upadki
Maści na melancholii zapaści
Bańki na depresyjne poranki
Nasiadówki na wymioty od zgryzoty
Pastylki na bolączki gorączki."




niedziela, 3 listopada 2013

Untrust us.

Nie ma to jak o 22.30 przypomnieć sobie o prezentacji na jutro. I nie ma to jak nie wziąć zeszytu, w którym jest napisane o czym ma być ta prezentacja. Sama sobie daję powody do stresu. Jutrzejszy dzień będzie nim przepełniony, więc co nieco będę musiała sobie odpuścić.

Dzisiaj znowu szpital. Na szczęście całe służyłam jako kierowca. Moje zdrowie do najwytrzymalszych nie należy, ale skoro nie jestem jeszcze leżąca, to nie powinnam narzekać.
Dzisiaj przez moment moją głowę ogarnęło strasznie niepokojące uczucie. Jakby coś wybuchło w niej. Nie bolało, ale było strasznie dezorientujące. Przeraziłam się, bo nigdy nie spotkałam się z czymś takim.

Jestem w 90% pewna, że jestem źle leczona. Potrzebuję kompetentnego lekarza, który wysłucha i zastanowi się nad wszystkimi wariantami chorób. Najgorsze jest jednak to, że nie mam czasu spotkać się z przyjaciółmi, a co dopiero iść do lekarza. Laptop jest moim kompanem, ale staruszek kochany, przegrzewa się, więc będę musiała w najbliższym czasie dać mu się wykurować. Potrzebuję mega dużej przerwy od myślenia, a taka dłuższa zapowiada się dopiero za dwa miesiące. Kolejna porcja tabletek na niemyślenie, ale chyba raczej niedziałająca. Ten typ choroby jest mi nieznany, więc nie będę tym razem badać się na własną rękę.

Najsmutniejsze zdjęcie na świecie, bo taki właśnie jest ten rok.






Nienawidzę tego roku z całego serca. Nie było gorszego. 58 dni do końca roku wyszło z moich obliczeń.
O niczym tak nie marzę jak o 1 stycznia 2014.