Nie ma to jak o 22.30 przypomnieć sobie o prezentacji na jutro. I nie ma to jak nie wziąć zeszytu, w którym jest napisane o czym ma być ta prezentacja. Sama sobie daję powody do stresu. Jutrzejszy dzień będzie nim przepełniony, więc co nieco będę musiała sobie odpuścić.
Dzisiaj znowu szpital. Na szczęście całe służyłam jako kierowca. Moje zdrowie do najwytrzymalszych nie należy, ale skoro nie jestem jeszcze leżąca, to nie powinnam narzekać.
Dzisiaj przez moment moją głowę ogarnęło strasznie niepokojące uczucie. Jakby coś wybuchło w niej. Nie bolało, ale było strasznie dezorientujące. Przeraziłam się, bo nigdy nie spotkałam się z czymś takim.
Jestem w 90% pewna, że jestem źle leczona. Potrzebuję kompetentnego lekarza, który wysłucha i zastanowi się nad wszystkimi wariantami chorób. Najgorsze jest jednak to, że nie mam czasu spotkać się z przyjaciółmi, a co dopiero iść do lekarza. Laptop jest moim kompanem, ale staruszek kochany, przegrzewa się, więc będę musiała w najbliższym czasie dać mu się wykurować. Potrzebuję mega dużej przerwy od myślenia, a taka dłuższa zapowiada się dopiero za dwa miesiące. Kolejna porcja tabletek na niemyślenie, ale chyba raczej niedziałająca. Ten typ choroby jest mi nieznany, więc nie będę tym razem badać się na własną rękę.
Najsmutniejsze zdjęcie na świecie, bo taki właśnie jest ten rok.
Nienawidzę tego roku z całego serca. Nie było gorszego. 58 dni do końca roku wyszło z moich obliczeń.
O niczym tak nie marzę jak o 1 stycznia 2014.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz