Jutro o tej godzinie skończę 21 lat. I co? I nic. Zupełnie nic nie czuję z związku z tym. Może ja już zupełnie zapomniałam cokolwiek czuć.
20 dni do końca przeklętego 2013.
Jak nikt potrzebuję tego świątecznego wolnego.
Jakoś z dnia na dzień stałam się także niezdolna do utrzymywania bliższych kontaktów. Nawet nie potrafię określić kiedy tak się stało. Od tak, nagle - nie zależy mi już. Myślę, że jest to skutek uboczny przejmowania się wszystkim - oprócz przejmowania czymś z wyższego stopnia drabiny bycia mną. Oprócz jej pierwszego stopnia, wszystkie inne moje, przez lata pięknie pielęgnowane szczeble runęły i poukładałam je byle jak, na opak. Ograniczyłam się do paru osób, którzy wiedzą tylko po łepkach, co we mnie siedzi. Trzymam się na uboczu, bo tak lepiej. Nie lubię niepotrzebnych pytań, szczególnie tych trudnych. Unikam ich jak ognia, traktuję jako strzał ostrzegawczy w potylicę. Szybki unik, żeby mnie nie zniszczyło. Boję się powiedzieć co myślę, boję się pokazać jakąkolwiek emocje na twarzy, poza tą jedną, czasem udawaną, czasem wywołaną zapomnieniem. Wolę rozmawiać o kolejnym zadaniu na mnie czekającym niżeli o czymś... Sama nie wiem, bardziej głębokim. Nie mam ochoty na dalsze ciągnięcie tego wszystkiego, a może nawet i rzucenie wszystkich i zaczęcie czegoś nowego. Bluźnię.
I chciałabym by ta cholerna głowa przestała mnie boleć.
Nie jestem tym czym myślisz. Albo jestem? Albo jestem tym czym myślisz?
Nigdy przenigdy nie będziesz mógł wiedzieć. Proszę trzymaj się z daleka - trzymaj się z daleka.
Nigdy przenigdy nie będziesz mógł wiedzieć. Proszę trzymaj się z daleka - trzymaj się z daleka.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz