Hm, chyba to ten z wieczorów, kiedy mam na to ochotę. A już w ogóle słuchając tej piosenki. To takie świadome pchanie się w kłopoty - taka moja opinia. Na szczęście i nieszczęście moje posiadam taką wiedzę.
Być może przeżywam właśnie ostatni weekend w Czersku. Za tydzień zacznie się praca, potem dojdzie szkoła, a potem tysiąc innych rzeczy. Cieszę się, że to wszystko wreszcie się ruszyło, ze ruszyłam się ja. A jeszcze większym szczęściem (ale tylko dnia dzisiejszego) jest, to że mam ochotę i czas przysiąść dłużej przy blogspocie. Nie będę udawać, że trochę to zaniedbałam, gdyż ostatnia notka (bodajże zwykły jpg w internecie znaleziony) to był szczyt moich możliwości. Morena nasza niespodzianki nam robi, czasem prąd wyłączy, wody nie da, internetu tym bardziej, ale nie chcę się usprawiedliwiać pierdołami.
Mały kaszel się u mnie pojawił, teraz dziwnie ciepło i zimno mi. Całe wakacje bez kichnięcia, więc czemu nie chorować jesienią? I tak dumna jestem, ale jednocześnie zaniepokojona, dmucham na zimne.
Macie moją nutkę:
"Your love is life saving
you always catch me when I fall"
I gratis znad morza!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz