Mam pewien pomysł na zniszczenie mojej wiecznej bezczynności. Jeszcze tylko parę nocy na przemyślenia i być może wezmę się za to. Teraz tęsknie za gimnazjum, kiedy to przychodziło tak łatwo, od razu, sypanie słowami jak z rękawa. Co prawda te połączone słowa nie niosły za sobą nic pożytecznego, wartego uwagi, ale były. Unsecret, tak to określiłam. Jeju, jakież to dziecinne było.
Tymczasem nadal jestem na etapie poszukiwania pracy. Co prawda, nie mogę powiedzieć, że jej nie ma tutaj, bo jest. A to na praktykę, a to z doświadczeniem... Czyli wszystko to, czego ja nie mogę. Jaki bezsens.
Południa spędzam na przeszukiwaniu kierunków studiów. Wiecie co? Niebawem będę miała te dwadzieścia lat, a ja nadal nie do końca wiem, co chce w życiu robić. Martwi mnie to, że te studia, które mi się podobają nie mają żadnej przyszłości. A to Polska właśnie, bądź magistrem, pracuj w Biedronce. W sumie praktycznie każde studia niosą za sobą to ryzyko, że nie będzie co robić potem. Koniec końców i tak zrobisz jakiś kurs i na tym będzie się opierać Twoja praca, nie na tym, co wybrałeś wcześniej. Dobre jest to, że poradziłam sobie z barierą "rób to, co spodoba się Tacie", ale czeka mnie bariera o wdzięcznej nazwie "zadowól przyszłą siebie".
Widzę, że się rozpisałam dzisiaj, a wiem, że Wy nie lubicie za dużo czytać. Więc uciekam stąd, gdyż kolejny odcinek Californication mi się załadował.
Macie zdjęcie, bo w linki też nie klikacie. Jak klikniecie w zdjęcie, to Wam się powiększy. Aloha!

Zależy jaki kierunek wybrałaś, jeśli coś, co obecnie nie jest "na topie" to raczej do Biedronki trafić nie powinnaś ;)
OdpowiedzUsuńJa lubię czytać. :) Szczególnie to co Ty piszesz Snież ^^
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! ;* -poplyniemydaleko