Wczoraj stało się coś dziwnego. Przygotowywałam się do pójścia pod prysznic i zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie (tak, kąpie się z telefonem). I tak natknęłam się na zdjęcia pod tytułem "parę słodkich zdjęć, którymi gardzisz". Zatrzymałam się przy jednym i stwierdziłam, ze chyba fajniejsze by było jakbym mrugnęła okiem. Postanowiłam zademonstrować to sobie przed lustrem. Chyba to było rozkojarzenie, tak, chyba właśnie to, bo udało mi się mrugnąć prawym okiem! Pewnie tak nie za bardzo jeszcze zrozumiałe to - PRAWYM OKIEM. Tak, dokładnie tym, gdzie paraliż zarządzał. Czyli mogę powiedzieć, ze jestem wyleczona. Udało się. Porażenie nerwu twarzowego zaczęło się 24 stycznia, skończyło 12 marca. Nieco ponad półtorej miesiąca.
W sumie szybko poszło. Już nawet nie pamiętam jak to było mieć ja sparaliżowaną. Ale dokładnie pamiętam tony tabletek, zastrzyków i spacerów na rehabilitacje. Chyba mam kolejny powód, by niedługo wrócić do domu na czworaka.
No i jest już pięknie, ale będzie piękniej.
Po tym szóstym dniu możemy odpocząć
Patrząc na siebie jak na bogów.
I tylko dręczyć nas będzie już tylko jedno pytanie:
gdzie będzie Eden naszych klonów?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz