Jestem teraz właśnie w tym momencie. Było dobrze, wiesz, bez rewelacji, ale nie było źle. Można było ponarzekać na parę rzeczy, ale w gruncie rzeczy, nie zwracało się na nie uwagi. Teraz biję w głowę za to, że zapomniałam o tym fakcie, że życie jest cholerną sinusoidą. Tak więc, tendencja spadkowa i wiem, że za moment będzie jeszcze gorzej. To uczucie, kiedy rozpierdala się wszystko, a Ty możesz tylko patrzeć, bo wiesz, bo jesteś pewien, że nic nie zdziałasz. Mam ochotę iść do przodu, aczkolwiek dane mi jest jedynie stać i czekać. Czekanie jest najgorsze. Poranek nie niesie ze sobą nic dobrego, a noc jest jednym wielkim rozczarowaniem. Z papierosem w roli głównej, bo jakoś on jedyny nabrał sensu.
Na początku robiłam to z nudów. Wiesz, oglądanie tego serialu. Z początku banalny – zawsze za głównym bohaterem widzę jakąś wyidealizowaną postać, którą autor chciałby być. Tak miałam i teraz. Widocznie ktoś chciał, by laski wskakiwały mu do łóżka na zawołanie, wytworne whisky samo wlewało się do szklanki, a kasa sama by rosła na koncie. No i talent do czegokolwiek. Tak to jest, ze chcielibyśmy być kimś innym, kimś lepszym. Ale jeszcze zaskoczeniem dla mnie było dogłębne poznanie innej postaci – tej stojącej obok głównego bohatera. Miłości Jego Życia, którą ciągle ranił, wskakując do łóżka coraz to większej liczbie kobiet, wpychając się w tarapaty, z którymi i ona musiała żyć. Odchodziła i wracała. Zawsze wracała, zawsze mógł na nią liczyć. I myślałam sobie: Boże, jaka ona beznadziejna. Jakby tak po prostu nie mogła dać sobie z tym spokoju, olać to i raz na zawsze zaznać spokoju. Zawsze się na nim zawodzi, zostaje zraniona, płacze, a potem… Wybacza. Nie polubiłam jej. Może nie o lubienie tu chodzi, ale o pewne uczucie poirytowania. W raz z którymś odcinków zrozumiałam, że… Cholera, przecież ona to ja. Spójrz na nią, ona to ja…
Teraz już mam usprawiedliwienie na swoje zachowanie. I zaczęłam się z tym dobrze czuć. Nie, nie muszę Ci tłumaczyć, czemu tak robię. To po prostu ja, to po prostu jest we mnie. Jeśli Ci na mnie zależy, zrozumiesz to. Grunt to także zaakceptowanie siebie. Plus eliminacja tego, czego w sobie nienawidzisz. Wtedy pofruniesz. Wiem, że jeżeli spojrzę na to z góry, z dystansem, ja sama wydam się sobie całkowicie beznadziejna. Dobrze jest żyć, wiedząc to. Aczkolwiek nie jest to zdrowe. Kiedyś sama sobie rozum w ten sposób odbiorę.
Czekam na początek reszty mojego życia. Tak szybko to nie nadejdzie, wiem. Dobrze jest mieć wtedy kogoś przy sobie. Wydaje mi się, że mam takie osoby. A raczej na pewno są. Co prawda sama przed sobą nie potrafię wyjaśnić co się dzieje, tym bardziej przed kimś, ale wiem, że koniec końców zrozumieją mój bełkot. Chciałabym, by ktoś wlazł mi do głowy i zrobił tam porządek. Od pewnego czasu mam tam syf, co więcej, robi się on coraz gorszy. Próbuję ułożyć swoje życie, ale nawet układanie playlisty mi nie wychodzi.
Czuję się beznadziejnie patrząc na większość z Was. Wydaje się, że wiecie, co chcecie w życiu robić. Ja chyba nigdy do końca nie wiedziałam. Jesteście na tych swoich studiach, uczycie się. A ja co jakiś czas przeglądam oferty coraz to różniejszych szkół i dalej utwierdzam się w tym, że nie mam perspektyw. Może i mam jakieś tam drobne marzenia, ale jest parę rzeczy, które mi je uniemożliwiają. Być może i wkrótce nie będzie mi dane marzyć. Ale póki mogę robię to i zabijam się tym.
Chyba doszłam do takiego momentu w życiu, w którym nic mnie już nie ruszy. No może poza kilkoma rzeczami, które na placach jednej ręki policzę. Muszę znaleźć jakąś piosenkę, zawsze to robię. Taką piosenkę, co powie za mnie, co jest grane. Najlepiej taką, która jeszcze powie co mam robić. Kochanie, to jest dziki świat.
Chyba potrzebuję się do kogoś przytulić. Do kogoś, kto powie, że będzie dobrze, a ja mu uwierzę. A z wiarą teraz ciężko u mnie, dekadentyzm wtargnął mi się do głowy i wiem, co jest jego przyczyną, ale tej przyczyny zniszczyć nie umiem, nie potrafię, nie mam siły. Ciężko jest wymusić na kimś uśmiech w takim okresie. Aczkolwiek życie nauczyło mnie i tej sztuczki.
I proszę Cię, nie mów mi, że pewnie znów o jakieś pierdoły mi chodzi. Nie lubię, jak ktoś wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia. Patrzę na Ciebie i w myślach, bądź tez na głos powtarzam „co ty, kurwa, wiesz, co ty wiesz…”.
Jeśli znasz mnie choć trochę, wiesz, że jestem pogodną osobą. Być może. Ale gdy zbyt dużo czasu przebywam sama ze sobą i wtedy ten uśmiech znika. Tak już na siebie wpływam, taka jestem. Szczególnie we znaki dają mi się noce. Jeśli dzień upłynął mi niesamowicie przyjemnie, noc też taka jest. Jeśli natomiast było neutralnie, lub źle, noc będzie jeszcze gorsza. Spokojna muzyka w słuchawkach, a w głowie burdel. Rozkoszny burdel i rozpieprzenie.
- Czemu piszesz? – pytasz. Nie mam pojęcia, lubię to, czuję, że mam coś więcej do powiedzenia niżeli mieści się w opisie na gadu-gadu. Lubię pisać, gdy mi źle szczególnie. Traktuję to jako rozmowę sama ze sobą. Lubię wyłożyć na stół to, co w głowie. Czasem udaje mi się to posprzątać, lecz nie zawsze. Lubię udawać, ze ktoś to czyta, że ktoś próbuję to przeanalizować, kogoś to zainteresuje. Chociaż nie zawsze tak to jest, to też wiem.
Daj mi cierpliwość.

Czytam, analizuję i... rozumiem.
OdpowiedzUsuń