Kwiecień. Zabawnie się zaczął, jak to kwiecień. Najlepsza i tak była Babcia, która z samego rana, jeszcze nie bardzo kontaktującą mnie nabrała na to, że paraliż twarzy mi wrócił.
W domu robi się mały zwierzyniec. Tofik, nasz pies był tu od zawsze, ale do tego doszły nam trzy szczury. Moja Zosia i Franuś oraz dżurkowy Travis. Co prawda, są tu chwilowo ze względu na wyjazd M., a potem znów będę musiała się z nimi pożegnać (alergia).
Mam wyrzuty sumienia wobec Franusia. Właściwie Franusi, ale o tym dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Ale nie chodzi o to. Bardziej zelży mi na sercu jego choroba. Jakoś pół roku temu zauważyłam u niego guza. I nic z tym nie zrobiłam. Usprawiedliwię się trochę moją niemożnością: w Czersku weterynarzom na gryzoniach nie zależy, a jechać do Gdańska to spory wydatek. Guz Franusia się powiększa i już teraz sprawia mu pewne trudności w chodzeniu (guz jest pod pachą, pewnie węzły chłonne), więc Franczesko nauczył się kicać jak królik. Nadal jest taki żwawy jak za pierwszym razem, gdy na kolanach wiozłam go w pudełku z dziurkami (i wtedy to mnie ugryzł po raz pierwszy). Od tego czasu minęły już 2 lata i 4 miesiące. Co zabawniejsze, jest mądrzejszy od naszego psa. Wie, że może jeść tylko w klatce, dlatego jak mu się podaje miseczkę, to sam bierze ja do środka. I jak nie ma wody, to stuka językiem w butelkę niemiłosiernie. I jest strasznie żywiołowy. Wszędzie wlezie. Raz, pamiętam, Tofik szczekał na niego, a ten go ugryzł w nos. I teraz ma respekt przed szczurem.
Zosia jest spokojniejsza (ta z kolei ma rok i 5 miesięcy jak i Travis). Ale lubi Franka podenerwować. Jest też bardzo chciwa. Z kolei Travis to najspokojniejszy ze szczurów. Bezkonfliktowy. Flegmatyk trochę (ma coś ze swojego pana;p ).
Tyle o szczurkach, bo jest jeszcze ktoś. Otóż w piątek rodzice zafundowali nam nowego członka rodziny pod postacią kozy. A właściwie capa. Stąd też jego imię - Dżony Cepp. Żeby było zabawnie. Jest strasznie towarzyski. Jak się od niego odchodzi to beczy niemiłosiernie byś wrócił. I tak ci się źle robi na sercu i siedzisz z nim i siedzisz. Tofik jest strasznie o niego zazdrosny. O tatę chodzi. Tata często go odwiedza i pies, jak to pies czuje. A że kiedyś tata strasznie dużo czasu poświęcał na zabawę i drapanie Tofika, to ten lata za nim jak tylko chce gdzieś iść.
Zapomniałabym! Mielismy jeszcze rybki. Siostra miała. Ale już nie ma. Została jej tylko jedna (nie pytać) i glonojad, więc poszła do oczka.
I jest jeszcze Bandyta! Bandyta to pies wujka, który mieszka z nami (ten sam dom, inne wejście). Ogólnie posłuszny pies. Nie wyjdzie na ulice (Tofik spie**ala ino kurz), jak zawołasz do niego, to przestaje szczekać. I obserwuje. Jestem w oknie w łazience - patrzy. w kuchni - patrzy. Zawsze patrzy.
Tak oto wesoło w domu mam, sto różnych osobliwości, każdy o innym charakterze.
Po dzisiejszym dniu do zwierząt doliczam siostrę. Wredne, leniwe. I dużo krzyczy. To chyba jakaś odmiana kota.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz