Myślę, że rzadko nie mam racji. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. I wiem, że każdy tak ma. Cieszę się, że jestem z dala od tej całej gównoburzy wywołanej aborcją. Znaczy, cholernie razi mnie w oczy jak znajomi na fejsie, próbują mi wmówić, że mylę się pod każdym względem. I są gotowi spalić na stosie każdego kto skomcia ich posty inaczej. To takie pole minowe. Zjeżdżasz sobie w dół niebieskiej internetowej zjeżdżalni pod sztandarem litery F, i modlisz się by przez przypadek nie zalajkować czegoś związanego z czarnym piątkiem/poniedziałkiem/sobotą/październikiem/rokiem. Ja naprawdę staram się nie wpychać nikomu moich fallicznych racji do ust i chciałabym, by każdy tak zrobił.
To, że w jakimś kraju legalna jest heroina, nie znaczy, że masz ją brać.
To, że gdzieś będzie legalna aborcja, nie znaczy, że masz jej dokonać.
Poza tym wszystkim ważno-nieważnym, do kawy znowu wlewam sobie rozpieprzenie zamiast śmietanki.
Już nie chcę widzieć jak wszyscy ludzie żyją w zgodzie. Chciałabym żyć w zgodzie z sobą i określić, co jest dla mnie dobre.
Trochę mnie.
- Snaaki.
- Nie wierzę w spadające gwiazdy. Ale wierzę w grosik wrzucony w fontannę. Czemu tak? Bo w życiu nic za darmo. https://www.facebook.com/sniez666
niedziela, 2 października 2016
piątek, 4 marca 2016
Ugly Boy
Nieważne.
Jestem zaręczona.
Jestem szczęśliwa.
czwartek, 4 lutego 2016
Bitwa heterosomów z wiatrakami.
Nie mam pojęcia, co za banał z
tego wyjdzie, gdyż tak długo tego nie robiłam. Przejrzawszy, jaką infantylną
pizdą byłam dawniej, uświadomiłam sobie także, że całkiem nieźle wychodziło mi
wyrażanie siebie. Oczywiście nikt inny nie pojmie tego w taki sposób jaki ja
rozumiem to, co ukrywa się pośród tych bazgrołów pisanych Calibri 11
(zdecydowanie wolę bardziej). Wycofując
się ze zbędnego wyrzygiwania słów na elektroniczną kartkę na temat znaczenia
czcionki w dzisiejszym świecie, chciałabym również zauważyć, iż, prosto mówiąc,
z pizdy zmieniłam się w jeszcze większą pizdę. Brawo ja, kwiatów nie rzucajcie,
wolę półwytrawne wino, nie macie pojęcia, ile bym dała by o tej dumnej
pierwszej w nocy takowe przy łóżku posiadać. W gruncie rzeczy, i to wcale nie w
jakiejś marnej gytii, ale w urodziwym torfie wysokim, coś musi być ze mną nie
tak, skoro powtarzam się jak katarynka na głośnych jarmarkach, ale rezultaty z
mojego pieprzenia ulegają deformacji w każdej możliwej przestrzeni. I w czasie.
I ogólnie w formacie 5D, gdzie każdy jeden element ulega samoistnemu
rozpieprzeniu. Jak kolor biały rozpieprza się pod pryzmatem na inne kolory.
Lada moment, na mój licznik wskoczy ćwierćwiecze, a ja będę mogła pogratulować
sobie jedynie uzyskania tytułu licencjata, chociaż w dzisiejszych czasach i w
tutejszym kraju nie jest to zbyt wielkim osiągnięciem – właściwie jedynym
osiągnięciem wartym uwagi w etapie życia jakim są studia są „chęci”. I choć
życie nasze nic nie warte – Evviva l’arte! Bardzo ważny margines. Ale do
rzeczy.
Rozglądam się w około –
gratulacje młoda damo, masz 23 lata i posiadasz telefon i laptopa, dobra
materialnie znajdywanie niemalże w każdym gospodarstwie domowym, czyli krótko
mówiąc gówno masz. Mając 18 lat marzyłam, żeby mieć chłopaka, mając lat
dwadzieścia marzyłam, żeby ukończyć studia, mając 23 lata umieram (według kogoś
tam, co stwierdził coś tam, że nie marząc umierasz, chociaż powiem, że
spotkałam się z przykładem ogólno pojętego bytowania bez zbędnych kolorowych
chmurek nad głową). Wracając – mając 23 lata umieram, pozbywając się z umysłu
zbędnych imaginacji na temat chęci posiadania czegokolwiek. To jest mój problem
nocy dzisiejszej, który chciałabym do rana zmienić i słowo daję! – rano o tym
zapomnę. To wszystko sprowadza się do tego, iż chciałabym zostać wreszcie
usłyszana i zauważona, nie mówiąc już o wypełnieniu moich próśb dotyczących
poprawy mojego pasku emocjonalnego, widniejącego nieco poniżej linii biustu,
który, mimo iż zazwyczaj sinusoidalny, utrzymuje się dumnie poniżej społecznej
normy zadowolenia z życia. Stop - tabula rasa enter, dam się wyciszyć na
moment.
Niestety, nadal nic się nie
zmieniło w sposobie spoglądania w lustro. Jestem leniwa – nie wstaje z
budzikiem, znaczy budzę się, ale totalnie nie mogę tego nazwać wstawaniem.
Dopadł mnie koszmar zmarnotrawionego życia, w którym moje „koleżanki” chwalą się
latoroślami, a ja wstawiam na Instagrama kolejne zdjęcie mojej niezbyt
zmęczonej TWARZY, mówiący wszem i wobec „patrzcie, bez pieluch, bez pracy, bez
zmartwień, zabijcie mnie”. Co ja najlepszego narobiłam, zniszczcie tą kolorową
chmurkę, która pojawiła się właśnie nad moją głową. Mama mówi koleżankom, że
jestem śmiertelnie chora na chęć stania się inkubatorem, czasem wydaje mi się,
że jestem tak jakby pośmiewiskiem w tej kwestii. Ale spokojnie, to tylko kaprys
wynikający z posiadania jednakowych chromosomów płci. Wiem dokładnie o co w tym
chodzi, otóż chciałabym wreszcie coś stworzyć, co przetrwałoby trochę dłużej
niż ja na tym świecie, zostawić po sobie jakiś ślad i co z tego, że
niezauważalny dla milionów, ale jednak odcisk nietoperza w Jaskini
Niedźwiedziej też ma jakieś znaczenie.
Chyba życie trochę za bardzo mnie
jednak przyciska. Chociaż może to nie życie, ale jakiś przymus spełnienia
obowiązku społecznego, jakim jest stworzenie rodziny co najmniej 2x2, dla
zachowania dodatniego przyrostu naturalnego. Chciałabym wyrosnąć z tego
poczucia, ale chyba moje heterosomy XX są zaprogramowane tak, by w pewnym
momencie swojego życia pomyśleć o byciu matką polką. Chciałabym być młodsza. I starsza
jednocześnie. Chciałabym być mniej leniwa i chciałabym mniej się przejmować.
Chciałabym zamknąć się we własnych czterech ścianach z butelką półwytrawnego
wina przy łóżku. I – Boże – chciałabym żeby Internet zaczął chodzić, bo spójrz
jakie bzdury tu wypisuje.
Kiedy ja zaczęłam tak strasznie kląć?
czwartek, 24 września 2015
Dlaczego drzewa nic nie mówią
Patrzę już pół godziny w ten punkt. Nic się nie zmienia, wszystko tutaj jest constans. Jak niby nigdy nic. Ale za chwilę się to zmieni, ja to zmienię, już zmieniam.
Usłyszałam niedawno od nowo poznanej osoby makabryczną prawdę. Siedzieliśmy na przeciwko siebie, z początku nawet można było to nazwać konwersacją, a później to on mówił, a ja nie potrafiłam nawet spojrzeć mu w twarz. Zabrał mi zdolność do wypowiadania się, bo wszystko, co do tamtej pory powiedziałam było fałszywe i on to wiedział. Cholera jasna, tak bardzo mnie przejrzał. Widział, jak krążę w koło tematu, starając się mówić o niczym, bo wszystkiego nigdy nie potrafiłam powiedzieć. Nakazał mi nauczyć się mówić, od początku, jak niemowlę, bo zapomniałam jak to jest mówić naprawdę. W ciągu jednej godziny uświadomił mi jak bardzo skryta jestem. Jak bardzo niepewna. Kazał mi mówić o czymś, czego nie znoszę, co ukrywam. Kazał mi mówić o sobie. Nie o innych. Tak bardzo źle się czuję z myśleniem o sobie. Dawno tego nie robiłam. Tak wiele dowiedziałam się o własnej osobie, że przez moment nie wiedziałam kim naprawdę jestem, jak źle o sobie myślę.
I stało się jasne, co źle zrobiłam.
Nie mówiłam wszystkiego.
Minął tydzień. Tydzień od kiedy nic mi nie pomaga w funkcjonowaniu. Nie mam pojęcia czy dam radę tak już do końca, ale staram się. Nie chcę już wracać do sięgania co rano po tabletki. Naprawdę się staram. Jest trochę tak, jakbym cofnęła się w czasie o dwa lata. Chociaż może cofam się o 22 lata. Z tą myślą akurat wszystko jest w porządku. Ale na koniec każda z myśli schodzi ku jednemu.
Usłyszałam niedawno od nowo poznanej osoby makabryczną prawdę. Siedzieliśmy na przeciwko siebie, z początku nawet można było to nazwać konwersacją, a później to on mówił, a ja nie potrafiłam nawet spojrzeć mu w twarz. Zabrał mi zdolność do wypowiadania się, bo wszystko, co do tamtej pory powiedziałam było fałszywe i on to wiedział. Cholera jasna, tak bardzo mnie przejrzał. Widział, jak krążę w koło tematu, starając się mówić o niczym, bo wszystkiego nigdy nie potrafiłam powiedzieć. Nakazał mi nauczyć się mówić, od początku, jak niemowlę, bo zapomniałam jak to jest mówić naprawdę. W ciągu jednej godziny uświadomił mi jak bardzo skryta jestem. Jak bardzo niepewna. Kazał mi mówić o czymś, czego nie znoszę, co ukrywam. Kazał mi mówić o sobie. Nie o innych. Tak bardzo źle się czuję z myśleniem o sobie. Dawno tego nie robiłam. Tak wiele dowiedziałam się o własnej osobie, że przez moment nie wiedziałam kim naprawdę jestem, jak źle o sobie myślę.
I stało się jasne, co źle zrobiłam.
Nie mówiłam wszystkiego.
Minął tydzień. Tydzień od kiedy nic mi nie pomaga w funkcjonowaniu. Nie mam pojęcia czy dam radę tak już do końca, ale staram się. Nie chcę już wracać do sięgania co rano po tabletki. Naprawdę się staram. Jest trochę tak, jakbym cofnęła się w czasie o dwa lata. Chociaż może cofam się o 22 lata. Z tą myślą akurat wszystko jest w porządku. Ale na koniec każda z myśli schodzi ku jednemu.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Walk
Chyba tego potrzebowałam. Zatrzymać się w jednym miejscu i odpocząć chwilę. Oddać się bez istotnej frekwencji życiowej. Chodzę do pracy, czytam książki i umawiam się. Nic innego nie wychodzi poza mój grafik. To bardzo miła odmiana po trzech latach ciągłego siedzenia w książkach i przed laptopem. Mam niewiele czasu na te czynności.
Poza tym nauczyłam się dbać o siebie, w sensie takim, że nie pozwalam innym robić ze mną co chcą. Moje życie, tak je sobie zaplanowałam i tak je przeżyję. Szczytem by było napisanie, że "nikt za mnie tego nie zrobi", ale nie jestem już durną nastolatką wrzucającą ckliwe cytaty w opisie gadu-gadu. Chociaż miło wspominam te czasy. Epuls, gadu-gadu. Dalej już nie, dalej już weszła moda na cyfryzację znajomości, cyfryzację uczuć, cyfryzacje wszystkiego. Wydaje mi się, że może zagubiłam się przez chwilę w tym i jeśli czegoś z tym nie zrobię, to tu utkwię.
Poza tym nauczyłam się dbać o siebie, w sensie takim, że nie pozwalam innym robić ze mną co chcą. Moje życie, tak je sobie zaplanowałam i tak je przeżyję. Szczytem by było napisanie, że "nikt za mnie tego nie zrobi", ale nie jestem już durną nastolatką wrzucającą ckliwe cytaty w opisie gadu-gadu. Chociaż miło wspominam te czasy. Epuls, gadu-gadu. Dalej już nie, dalej już weszła moda na cyfryzację znajomości, cyfryzację uczuć, cyfryzacje wszystkiego. Wydaje mi się, że może zagubiłam się przez chwilę w tym i jeśli czegoś z tym nie zrobię, to tu utkwię.
"Muszę zwolnić, muszę otrząsnąć się z tej euforii
Muszę poświęcić tylko chwilę, żeby pozbierać myśli
Bo jeśli nie pójdę dalej, dam się w to wciągnąć
I spadnę na samo dno
Odwracając głowę i zamykając oczy
Nie ma znaczenia czy mam rację czy nie
Bo jeśli nie pójdę, nie mogę nawet posiedzieć bezczynnie
I spadnę na samo dno"
Muszę poświęcić tylko chwilę, żeby pozbierać myśli
Bo jeśli nie pójdę dalej, dam się w to wciągnąć
I spadnę na samo dno
Odwracając głowę i zamykając oczy
Nie ma znaczenia czy mam rację czy nie
Bo jeśli nie pójdę, nie mogę nawet posiedzieć bezczynnie
I spadnę na samo dno"
czwartek, 18 czerwca 2015
Girl from the North Country
Jestem dumna - nie w takim sensie, w jakim to brzmi, wręcz przeciwnie, w sensie tym złym. Jestem zbyt dumna by cokolwiek zrobić, jestem zbyt dumna, by do wielu rzeczy się przyznać. A może do tej jednej jedynej rzeczy przyznać się wreszcie powinnam? Nie sądzę, by to w jakimś stopniu odmieniło moje życie, ale przecież gorzej nie będzie. Co nie znaczy, że już jest paskudnie. Nie, raczej jest w miarę znośnie w moim życiu. Tendencja wzrostowa raczej. Sinusoida wzbija się nad oś X. Kumulacja przypada na obronę. Ojej, chyba mam widoki na coś lepszego. Tak, tak by mogło wreszcie być. Plany. Całe mnóstwo planów. Głowę sobie zaprzątam niepotrzebnie. I na kiepskie książki ostatnio trafiam. Colleen Hoover wypaliła się na beznadziejne, aczkolwiek dam jej trzecią szansę. Nie lubię bzdurnych historyjek. Bzdurne historyjki są najgorsze. Nie lubię naciąganych i mało prawdopodobnych historii. Lubie historie, w których sama potrafię się odnaleźć, ale też i znaleźć. No właśnie. Nie lubie bzdurnych historyjek, a ostatnio chyba taką na śniadanie zjadłam, wmawiając mi, że to pełnowartościowe płatki śniadaniowe. Jestem dumna i głupia.
"Więc jeśli zmierzasz w dół do pięknego kraju północy,
Gdzie zimny wiatr omiata granice
Wspomnij mnie tej, która tam żyje,
Bo kiedyś była..."
Czym była?
wtorek, 2 czerwca 2015
Nie będziem płakać
Pudełko czekoladek. Nie. Kalejdoskop. Też nie. Hm. Sinusoida! Tak, sinusoida. Moje życie jest pieprzoną sinusoidą. Góra, dół, góra, dół, góra, dół, góra i znowu dół. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Chociaż jedno pozostaje niezmienne - nadal rezygnuję z magistra. Chociaż mam jeszcze miesiąc do zastanowienia się i w ciągu tego czasu znowu moje życie może zmienić trajektorię. Ale mam dość bawienia się w studenckie życie, z którego i tak nic nie wykorzystam w przyszłości. Nie oszukuję się, że mgr przed nazwiskiem jest mi niezmiernie potrzebne do znalezienia pracy. Przecież dużo mogę osiągnąć bez tego tytułu. Żyjemy w kraju, gdzie wykształcenie wyższe w gruncie rzeczy nic nie znaczy, a czasem wręcz jest utrudnieniem. 70% ludzi w Polsce kierowało się drogą liceum/technikum-studia, a jedynie 20% obrało kierunek zawodówka. I wiecie co? Mniejszość wygrywa.
Mam już trochę poukładane w głowie co chcę robić w ciągu najbliższego roku i zamierzam te plany zrealizować. Jutro okaże się czy 1/4 tego planu powiedzie się, czy też będę myśleć nad zastąpieniem tego inną rzeczą potrzebną do samorealizacji. Praca. Tylko to mi teraz w głowie, bo jednak nie patrzeć jest to przymusowe w naszych czasach.
Mam już trochę poukładane w głowie co chcę robić w ciągu najbliższego roku i zamierzam te plany zrealizować. Jutro okaże się czy 1/4 tego planu powiedzie się, czy też będę myśleć nad zastąpieniem tego inną rzeczą potrzebną do samorealizacji. Praca. Tylko to mi teraz w głowie, bo jednak nie patrzeć jest to przymusowe w naszych czasach.
"Nie będzie nam płakać i drżeć
Ani ukradkiem wycierać nos
Nie będzie nam upijać się
Ani tabletek łykać na sen"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
